Badania biochemiczne mikroskopijnych pozostałości białek znalezionych na kamiennych narzędziach kultury Clovis ujawniły, co jedli jedni z pierwszych mieszkańców Ameryki Północnej.
Camelops hesternus – wymarły około 10 tys. lat temu wielbłąd z Ameryki Północnej. Rysunek na licencji Creative Commons. Autor: Arthur Weasley
Zbiór 83 kamiennych narzędzi sprzed 13 tysięcy lat odkryto w maju 2008 r. na terenie miasta Boulder w Colorado. Na dwóch z nich naukowcy zidentyfikowali teraz białko wielbłądów i koni.
To pierwszy raz, gdy naukowcy znaleźli białko północnoamerykańskich wielbłądów. W przypadku koni to drugi taki przypadek.
Na innych narzędziach naukowcy zidentyfikowali białka dzikich owiec i niedźwiedzi.
Na podstawie Live Science.
Konie i wielbłądy z Ameryki Północnej wymarły jakieś 10 tysięcy lat temu w nieznanych nam okolicznościach. Wśród wielu hipotez jest i taka, że wybili je ludzie, którzy przybyli do Ameryki najpewniej tylko kilka tysięcy lat wcześniej. Odkryte białka, choć potwierdzają, że ludzie polowali na te zwierzęta, nie są wystarczającym dowodem, by rozstrzygnąć kwestię ich wymarcia.



Niektórzy badacze utrzymują, że 13 tys. lat temu nie było żadnej katastrofy spowodowanej zmianą klimatu, a wymarłe wielkie ssaki w Ameryce… pozabijał ówczesny człowiek kultury Clovis! Głównym orędownikiem hipotezy „Wielkiego Zabijania” (ang. overkill) był Paul Martin z Uniwersytetu Arizona, który użył tego wyrażenia po raz pierwszy w 1967 r. Wypada tu odnotować absurdalną hipotezę „Wielkiego Zabijania”, która mówi, że ludzie, którzy przybyli do Ameryki z Azji, w bardzo krótkim czasie wytępili wiele dużych ssaków, które zamieszkiwały ten kontynent od milionów lat.
Wymieranie dużych ssaków zaczęło się niemal równolegle z przybyciem tzw. ludzi Clovis i na tej zbieżności dat opiera się ta nieszczęsna hipoteza. Hipoteza „Wielkiego Zabijania” wydaje się absurdalna, ponieważ wymieranie dużych ssaków miało miejsce dokładnie w tym samym czasie także w Europie, Azji, Ameryce Południowej i Afryce. A więc w tej gigantycznej zagładzie wielkich ssaków, począwszy od daty 13,5 tys. lat temu, musiał towarzyszyć ogolnoświatowy czynnik nie mający z działalnością człowieka absolutnie nic wspólnego. Jeleń olbrzymi (Irish elk), przykładowo, wymarł w Irlandii 11 tys. lat temu, podczas kiedy holocenowy, polodowcowy już człowiek pojawił się w Irlandii 8 tys. lat temu.
Hmm, jesli ludzie nie zdolali wybic bizonow (az do 2 polowy XIX w), to chyba jednak malo prawdopodobne?
Czy tez te pierwsze amerykanskie konie i wielblady byly zdecydowanie mniej liczne od bizonow?
No generalnie, jakby czlowiek byl odpowiedzialny za wymieranie wielkiej fauny, to do czasow historycznych powinien wybic ja do nogi na calym swiecie. Jednak wiele gatunkow wielkich ssakow na wszystkich kontynentch istnieje do dzis lub istnialo do niedawna.
Chyba po raz pierwszy zgodzę się z J.Kijewskim. Hipoteza „overkill” P. Martina jest „patykiem na wodzie pisana”, a duzą część argumentacji mającej ją popierać jest wręcz naciągana. Jednakże jest ona nadal popu;arna „za oceanem” i co roku ukazują się jakieś prace mające ją potwierdzać. Czasami odnoszę wrażenie, że to bardziej zjawisko folklorystyczne niż oparte na nauce.
Fajna jest ta reakcja na hipoteze „overkill”. Histeryczna negacja i odruchowe miotanie obelg bierze sie z zakorzenionego zabobonu „szlachetnego dzikusa”, jednej z teoryjek XVIII-wiecznej pseudofilozofii. Trwalosc takich falszywek, pokutujacych w zakamarkach podswiadomosci, jest absolutnie zdumiewajaca. Nawet stos materialnych, namacalnych dowodow ekstremalnych zmian srodowiska – fauny, flory, gleby i wody – spowodowanych przez hordy Aborygenow w Australii, Maorysow w Nowej Zelandii i azjatow w Nowym Swiecie, nie zmienia odruchu zaprzeczania i swietej obrazy. Ba, paru natchnionych lewakow ostatnimi czasy rzucilo sie z piskiem i wrzaskiem negowac badania Janomano, plemienia krwawych rozbojnikow z Amazonii, naturalnych modercow, gwalcicieli i oprawcow.
Nota bene, nie tylko konie i wielblady, takze bizony olbrzymie padly ofiara dzikiego luda, mordujacego na prawo i lewo. Zeby bylo smieszniej, poglowie wedrownego bizona na preriach skurczylo sie najgwaltowniej w XVIII wieku, kiedy tubylcy nakradli koni od Hiszpanow i zaczeli polowac bez ograniczen. Resztki wybili przemyslowi lowcy bizonow, z ktorych 2/3, o paradoksie, stanowili czerwonoskorzy i metysi. Dogmaty im starsze i bardziej zwietrzale, tym usilniej bronione. Ale ewolucja i tak postepuje, nie czekajac zgody komitetu przy komisji.
Aborygeni australijscy nie tworzyli hord, ale należą do plemion, zazwyczaj wędrujących po ściśle określonym terenie. Plemiona tworzyły tam pewien wyższy porządek, którego zrozumienie i opisanie tego zajęło etnografom wiele lat. Aha – żyli w równowadze z przyrodą przez ponad 40 000 lat, natomiast zarówno ich, jak i część fauny zdziesiątkowało ciągłe wysychanie kontynentu.
Maorysi też polowali, ale pogrom rodzimej faunie Nowej Zelandii sprawiły nieopatrznie sprowadzone przez Anglików gatunki z całego Świata, tak domowe, jak i wypuszczone na wolność.
Janomanowie byli to spokojni Indianie z samego południa Ameryki, z Patagonii. Natomiast w Brazylii żyje jeszcze kilka plemion, którzy jak np. Jivarowie surowych białych nie lubią, ale pieczonych – to i owszem. Ale nawet żadnego surowego jeszcze nie zgwałcili.
Bizonów „olbrzymich” nie było, Bison priscus był niewiele większy od bizona czy żubra.
Indianie nie nakradli koni – po prostu niektóre konie hiszpańskich kolonistów wybrały wolność, a później zostały złapane i oswojone przez Indian. Gdy Indianin upolował bizona – zużywał prawie wszystko – mięso na pemikan, skórę na tipi, sierść dla squaw, ścięgna na cięciwy i do szycia, rogi i kopyta dla szamana, a czaszka dla wodza, jako siedzenie. A historia bizona w latach 1725 – 1850 to już inna rzecz.
Tak sanikuloto – masz we wszystkim rację, ale głównie swoją.
Świetna,rzetelna wypowiedź,pozdrawiam.
@bezportek
„Histeryczna negacja i odruchowe miotanie obelg bierze sie z zakorzenionego zabobonu “szlachetnego dzikusa”(…)”
Tak myślą tylko prawacy, którzy widzą świat prostym i łatwym do zrozumienia. Ani im przyjdzie na myśl, ze miłe im idee są sprzeczne z wiedzą o realnych procesach.
o fuuuu … to okropne … jak można bylo jeść wielblądy i konie , niedxwiedzie … obrzydzenie bierze …
Być może jeszcze nie byłeś głodny. Zdaje się że na którymś ze statków Magellana, w pewnym okresie – oficerowie odkupywali od marynarzy , oczywiście w celach konsumpcyjnych – szczury okrętowe, po złotym talarze za sztukę …
Spokojni „Indianie” – to nieznana nauce forma homo sapiens.
Janomano (w portugalskim Yanomamo) jeszcze zyja w Amazonii, dobre kilka tysiecy mil od Patagonii. Jeszcze zyja, choc morduja sie nawzajem niczym czerwoni khmerzy. Jak to tubylcy z Ameryki, nieslusznie przezywani Indianami, maja we krwi. Ale pies drapal ich barbarzynskie multi-kulti. Bizon szerokoczelny, „nieco” czyli ze dwa razy wiekszy od wedrownego, znany jest z licznych cmentarzysk, stosow pogruchotanych kosci u stop urwiska. Zazwyczaj, niezdolne upolowac zwierza a chciwe bialka grupy tubylczych „lowcow” podpalaly roslinnosc, niszczac od reki tysiace hektarow i zaganiajac zwierzyne w przepasc. Ciekawe, jak setka obdartych „dzieci natury” konsumowala na raz dwa, trzy tysiaece gnijacych bizonich scierw? Moze stad sie wzielo pojecie fast-food?
Trzy czwarte nazw plemion jak Apache, Navajo i Sioux, oznacza „mordercy” w jezyku sasiadow. Pozostale cwierc, to „zlodzieje”. Niezdolne utrzymac sie z rolnictwa na spustoszonym Poludniowym Zachodzie, luzne grupy wloczykijow kradly psy i konie, zarowno w celach konsumpcyjnych, jak i transportowych. Juczne psy to byla wrecz specjalnosc ludu Ende, zwlaszcza plemion Chiricaua i Mescalero, w literaturze dzieciecej zwanych „Apaczami”.
Co do przyrody Australii, Nowej Zelandii i Rapa Nui, wyginiecie wiekszosci gatunkow akurat w pare pokolen po przybyciu „szlachetnych dzikusow” to zapewne zbieg okolicznosci.
Zabobon, ciemnota i naiwne bajeczki XVIII-wiecznych fanatykow antykultury dziwnym trafem wciaz sa powtarzane bez sensu i zrozumienia w pewnych kregach.
Przerazajaca jest sila nalogu…
„Trzy czwarte nazw plemion jak Apache, Navajo i Sioux, oznacza “mordercy” w jezyku sasiadow.”. – to, ze sasiedzi przypisywali im takie epitety, swiadczy, ze sie z nimi nie lubili i dodawali od siebie najgorsze opinie, nie koniecznie zgodne z prawda. Nazwy te okreslaja, co najwyzej wrogow.
„Pozostale cwierc, to “zlodzieje”. Niezdolne utrzymac sie z rolnictwa na spustoszonym Poludniowym Zachodzie, luzne grupy wloczykijow kradly psy i konie, zarowno w celach konsumpcyjnych, jak i transportowych.” – no nie dziwne, ze nie utrzymywali sie z rolnicta na terenach gorzystych i polpustynnych, tym bardziej ze rolnictwa w ogle nie znali, bo nalezeli do zbieracko-lowieckich grup plemiennych. A to, ze kradli i psy i konie to chyba juz jakies informacje z konca XIX, przed ich ostatecznym zniewolniem i pochodzi najpewniej od jakiegos demagoga.
„Co do przyrody Australii, Nowej Zelandii i Rapa Nui, wyginiecie wiekszosci gatunkow akurat w pare pokolen po przybyciu “szlachetnych dzikusow” to zapewne zbieg okolicznosci.” – tu tez mnie dziwi twoje podejscie. Akurat na tak malej wyspie jak Nowa Zelandia czy Rapa Nui, populacje wielkich zwierzat nie mogly byc zbyt liczne, a caly ekosystem byl wrazliwy na zmiany. NIeswiadomie zaburzajac tak delikatny ekosystem, przybysze doprowadzili do jego unicestwienia, niekoniecznie wcale mordujac sztuka po sztuce.
„Zabobon, ciemnota i naiwne bajeczki XVIII-wiecznych fanatykow antykultury dziwnym trafem wciaz sa powtarzane bez sensu i zrozumienia w pewnych kregach.
Przerazajaca jest sila nalogu…” – Albo masz dola i czekasz na koniec swiata albo naczytales sie gazetek jechowych.:)))
Nic dodac nic ujac.
A oglądaliście film dokumentalny „Prehistoryczni Amerykanie” na NG. Część teorii była ciekawa, ale co niektóre były trochę naginane. Przedstawiono w nich nowe wyniki badań co do zaludnienia Ameryki Północnej i poziomie życia nowych mieszkańców. Obalono to, że przyszli około 13,5 tys. lat temu twierdząc że mogło to być nawet 25-30 tys. lat temu na podstawie jeszcze starszych znalezisk, a ludność żyła na całkiem wysokim poziomie i pochodziła albo z Japonii (Ajnowie) lub też z wysp południowego Pacyfiku – tu takiej ludności nie nazwano. Mówiono też o Europejskich przybyszach, którzy mogli odbyć wędrówkę dzięki fokom żyjącym na skraju lodowca 20 tysięcy lat temu. Jestem często sceptyczny do takich wyników, tym bardziej że puścili na NG, a badali to Amerykanie, którzy nierzadko potrafią coś zwalić, choć sama ich ciekawość zasługuje na podziw, no i chęć zabrania się za to. Program, również na National Geographic, o takiej samej dawce ciekawości był o pierwszych Australijczykach, którzy zbudowali tratwę z bambusa i wypłynęli z wysp Indonezji do Australii (posiłkuję się treścią tego filmu). Polecam.
Tak długo trzeba było czekać, by ktoś znalazł szczątki wielbłądów i koni w Ameryce? Rozumiem, że chodzi tylko o Północną.
>>Tak długo trzeba było czekać, by ktoś znalazł szczątki wielbłądów i koni w Ameryce?
ależ nie trzeba było czekać, znaleziono je już dawno temu, na przykład pokazany na obrazku Camelops hesternus został opisany w 1854 roku, jego szkielety znajdowano na przykład w asfaltowych bajorach w La Brea (czy ta nazwa pochodzi od słowa „breja” – czarna breja w której te zwierzaki się topiły? ;-). Tak samo koniowate w Ameryce – Equus simplicidens został znaleziony w 1928 roku, zaś Equus scotti opisano w 1900 roku.
Tutaj chodzi o to, że znaleziono białka koni i wielbłądów na kamiennych narzędziach najstarszej amerykańskiej kultury – tj. Clovis, co jest dowodem na to, że ludzie Clovis polowali na te właśnie zwierzaki. Tylko tyle.
A o hipotezie europejskiej (oryniackiej) migracji do Ameryki (wzdłuż granic paku lodowego) słyszałem, większość uważa ją jednak za bardzo słabo ugruntowaną. Nie ma na nią szczególnie mocnych dowodów, choć tak się próbuje tłumaczyć obecność pewnych genów typowych dla Europy, a licznych w populacji Odżibwejów, jednak nie pochodzących z krzyżowania się z europejskimi kolonistami. Ale mainstreamowa odpowiedź jest taka, że zasięg populacji posiadających takie geny (już nawet nie pamiętam czy chromosom Y czy mitochondrialne) był kiedyś znacznie większy w Eurazji i znacznie prawdopodobniejsze jest, że te geny dostały się do Ameryki „po bożemu” przez cieśninę Beringa. Przepraszam za nieprzygotowaną i „niefachową” wypowiedź, ale to z braku czasu – dość, że na Archeowieściach była kiedyś już dyskusja na ten temat i dałem tam link do oryginalnej publikacji, którą sobie możecie przeczytać
Teoria ekosystemów (ale i poparta wieloma przykładami) opisuje, że wprowadzenie drapieżnika – a takim niewątpliwie jest człowiek – do ekosystemu spowoduje jego zmianę. Zmiana ta będzie tym głębsza im mniej zróżnicowany, mniej stabilny jest ekosystem. Ekosystemy małych wysp jak np.: Wyspa Wielkanocna – która jest klasycznym przykładem katastrofy ekologicznej zmieniają się zawsze drastycznie. Ekosystemy duże takie jak Australia czy Ameryki w zależności od tego w którym momencie drapieżnik się pojawia mogą się zmienić drastycznie lub nie zmienić się wcale. Ekosystem Ameryki Północnej był w okresie kultury Clovis, tuż po ustąpieniu zlodowaceń wyjątkowo niestabilny stąd nawet stosunkowo niewielka ingerencja drapieżnika przyniosła katastrofalne skutki.
Ekosystem Ameryki Północnej był w okresie kultury Clovis, tuż po ustąpieniu zlodowaceń wyjątkowo niestabilny stąd nawet stosunkowo niewielka ingerencja drapieżnika przyniosła katastrofalne skutki.