Narzędzia krzemienne wykonane przez neandertalczyków około 70 tys. lat temu znaleźli archeolodzy w okolicach Łowicza. To najdalej na północ wysunięte stanowisko naszych wymarłych kuzynów w Polsce.
Odkrycia dokonał zespół prof. Lucyny Domańskiej z Uniwersytetu Łódzkiego podczas wykopalisk poprzedzających budowę autostrady A2 w miejscowości Polesie. Więcej.
Pozostałości regularnej zabudowy z okresu przed przybyciem Rzymian odkryli angielscy archeolodzy pod resztkami rzymskiej osady Calleva Atrebatum w Silchester w hrabstwie Berkshire.
Jak wyjaśnił prof. Michael Fulford już wcześniej odkrywano pozostałości starszych osad pod rzymskimi osiedlami, ale żadna z nich nie miała charakteru rozbudowanego miasta, jak w Silchester. Zdaniem naukowców Rzymianie doszczętnie spalili osadę około 50-80 r. n.e. Budując własne miasto wykorzystali jednak w dużym stopni dawny układ ulic. Więcej.
Już 100 nowych figur terakotowych wojowników odnaleźli archeolodzy, którzy ponad miesiąc temu wznowili badania w pobliżu słynnego grobowca chińskiego Pierwszego Cesarza (Shi Huangdi) w Xi’an.
Najważniejszym znaleziskiem jest naturalnej wielkości figura wysokiego rangą dowódcy, która leżała za czterema rydwanami. Znalezione zabytki mają trochę ponad 2300 lat. Więcej.


To, czy tworzyli rodziny- czy nie, to czysta spekulacja dziennikarza, bo nie sądzę że pani profesor tak powiedziała.
wRodzinie zawsze lepiej!
;)
Za zalinkowanym artykułem w Rzeczpospolitej: „poszczególne grupy … liczyły do 30 osobników. Cała populacja neandertalska w tym samym czasie w Europie nie przekraczała około 10 tys. osób”
Ja tego nie kupuję :).
10000 : 30 = ca 300-350 grup
Na początek (by się od razu nie szokować) zasiedlmy nimi Polskę, czyli średnio na grupę przypada 1000 km kw. (kwadrat o boku 32 km), siedziby poszczególnych grup dzieli więc taka odległość.
Ale przecież mowa jest o terenie od Gibraltaru po Ural, czyli ok. 10 mln km kw.
Niech zasiedlonych było tylko 3 mln km kw., to daje 10 tys. km kw. na grupę (kwadrat o boku 100 km).
To wszystko przy nader prawdopodobnym braku języka pozwalającego przekazywać i zachowywać informacje.
Niech grupa wędruje non stop po takim terenie (a przecież tak nie było). Dziennie może przemierzyć średnio niechby 10 km, rozpoznając przy okazji teren na szerokości 1 km – razem 10 km kw.
Cały swój „przydziałowy” teren zwiedza w ten sposób w ciągu tysiąca dni. Z tego tysiąca na brzeg z jedną z sąsiednich grup przypada 100 km kw., czyli 10 dni, czyli 1/100 czasu przemierzania całości.
Szansa, ze dwie grupy w ciągu 1000 dni wylądują razem na tym brzegu wynosi jak 1/100*1/100 = 1/10000. A przecież brzeg jest długi na 100 km, więc ta szansa i tak jest podciągnięta jakoś okropnie w górę.
Jakby ktoś się upierał, że brzegów jest 4, to nie zmienia to skali.
Nie czepiam się wyliczeń. Sądzę jednak, że jesli się spotykali to w miejscach, które temu sprzyjały. Chodzi mi o to, że ludzie jeśli wędrują to wybierają odpowiednią trasę/szlak, wygodną dla nich, na postoje też nie bierze się pierwszego lepszego pagórka czy brzegu rzeki a na zwierzynę poluje się w miejscach do tego najlepiej pasujących. Takich miejsc na pewno było wiele ale one zapewne przyciągały ludzisków z różnych stron. Wykopaliska poświadczają, że w jednym miejscu łowcy potafili obozować przez dziesiątki a nawet setki lat. Co znaczy, że albo wybierali to miejsce ponieważ było wybierane od pokoleń albo wybierali je niezależnie bo bylo po prostu do tego dogodne. :)
Pozdrawiam
„zatruta włócznia z Lehringen”???
Trzeba mieć wyobraźnię ;) Jak przyglądam się rysunkom domniemanych narzędzi kamiennych to też się zastanawiam czy to oby na pewno „neandertalskie”???