W 1861 roku szwajcarski prawnik, profesor prawa rzymskiego na uniwersytecie w Bazylei i miłośnik kultury antycznej, Johann Jakob Bachofen opublikował książkę pod tytułem „Das Mutterrecht„. Zaprezentował w niej hipotetyczny schemat historii społecznego rozwoju ludzkości, w którym bardzo ważne miejsce przypisał środkowemu z trzech okresów. Charakteryzował się on sprawowaniem przez kobiety kluczowej roli w życiu społecznym i religijnym. Swoją hipotezę Szwajcar oparł na analizie rozmaitych tekstów antycznych.
„Wielka Bogini” z Çatal Höyük. Zdjęcie na licencji Creative Commons, Archiwum Roweromaniaka Wielkopolskiego
Zarysowany przez Bachofena hipotetyczny okres rządów kobiet, czyli matriarchatu, zrobił niebywałą karierę. Przez kolejne dekady fascynował wielu antropologów, socjologów, filozofów, historyków i archeologów, którzy do hipotezy szwajcarskiego prawnika dorzucali coraz więcej elementów.
Jednym z poważniejszych kroków w rozwoju hipotezy były koncepcje klasycystki Jane Ellen Harrison (1850-1928), która zaprezentowała utopijną wizję pradziejowego matriarchatu. Przekonywała, że mieszkańcy Europy południowo-wschodniej stworzyli w dawnych czasach „pokojową, scentralizowaną wokół kobiet cywilizację, której przedstawiciele żyli w harmonii z naturą i własnymi emocjami oddając się twórczości artystycznej. Centralnym bóstwem tego okresu miałaby być Wielka Bogini jako reprezentacja Ziemi (…). W systemie tym bóstwa męskie istniałyby tylko jako dopełnienie owej Bogini w podległych jej rolach synów lub małżonków. Kres tej idyllicznej formacji przynieść miał, jeszcze przed nastaniem czasów historycznych, najazd patriarchalnej, wojowniczej społeczności gdzieś z obszarów północnej Europy. W konsekwencji nastałby nowy ład społeczny, a Bogini zostałaby wyparta przez dominujących, męskich bogów przyniesionych przez wspomnianych najeźdźców.”*
Całkowicie hipotetyczna koncepcja pradziejowego matriarchatu stała się tak niezwykle popularna i atrakcyjna, że gdy na przełomie XIX i XX w. zaczęto odkrywać na Bliskim Wschodzie prehistoryczne figurki kobiet, niefrasobliwie uznano je jako ślady po kulcie Wielkiej Bogini. Zjawisko to szybko przybrało charakter masowy. Znany angielski archeolog Arthur Evans, odkrywca pałacu w Knossos na Krecie, zinterpretował wszystkie odkryte w jego ruinach kobiece figurki, jako przedstawienia Wielkiej Bogini. Jednocześnie (o czym będzie mowa niżej) zignorował wszystkie figurki niekobiece. W efekcie uznano, że wspaniała cywilizacja minojska była dziełem społeczeństwa matriarchalnego, któremu kres przynieśli wojownicy z mykeńskiego społeczeństwa patriarchalnego. Wszystko doskonale pasowało do opowieści przedstawianej przez Harrison i innych zwolenników matriarchatu.
Bogini Węży z Knossos. Zdjęcie na licencji Creative Commons. Autor: George Groutas
Ale tak naprawdę to był dopiero początek wielkiego podboju Europy przez cywilizację matriarchalną. Z czasem wszelkie przedstawienia kobiece znajdowane na terenie Europy zaczęto interpretować jako dowody istnienia kultu Wielkiej Bogini, któremu kres miała położyć indoeuropejska inwazja z około 3000 r. p.n.e.
W 1945 r. cywilizacja matriarchalna rozrosła się jeszcze bardziej i zyskała kolejne elementy charakterystyczne. Archeolog Jacquetta Hawkes i jej mąż Christopher w pracy „Early Britain”, stwierdzili, że przybyli z Bliskiego Wschodu misjonarze nawrócili budowniczych megalitów na kult Wielkiej Bogini. Tym samym matriarchat swym zasięgiem objął całą Europę, a budowle megalityczne stały się jego kolejnym znakiem rozpoznawczym, mimo że trudno znaleźć jakiś sensowny związek między megalitycznymi grobowcami a matriarchatem.
Przez kolejne dekady nowi autorzy dodawali argumenty i rozbudowywali hipotezę matriarchatu. Co więcej, niezwykle często prezentowano ją już nie jako hipotezę, ale potwierdzony fakt. Barwna opowieść o epoce kobiecych rządów przyciągnęła też pisarzy (np. Roberta Gravesa), co zaowocowało licznymi powieściami, które uczyniły matriarchat jednym z najbardziej rozpowszechnionych twierdzeń naukowych.
Cały czas przybywało też symboli kultu Wielkiej Bogini. Dopatrywano się ich w licznych znakach abstrakcyjnych i wzorach zdobniczych stosowanych przez prehistoryczne kultury. Z czasem wszystkie trójkąty, koła, kropki i spirale stały się symbolami Wielkiej Bogini. Tym samym domniemane efekty działalności jej wyznawców były już dosłownie wszędzie.
Za ostatniego wielkiego teoretyka matriarchatu uznać należy litewską uczoną z USA Mariję Gimbutas. W 1974 r. po raz pierwszy zaprezentowała swoją koncepcję wielkiej pokojowej cywilizacji społeczeństwa rolników wyznających kult Wielkiej Bogini. Cywilizacja ta miała kwitnąć w Europie Środkowej mniej więcej od 7000 do 3000 lat p.n.e., by ulec w końcu najazdowi lubujących się w wojnie koczowniczych pasterzy ze wschodu. Przez kolejne 20 lat, aż do śmierci, Gimbutas przedstawiała kolejne elementy swojej hipotezy. W tym czasie jednak koncepcja matriarchatu i kultu Wielkiej Bogini dorobiła się już licznej rzeszy krytyków.
Przede wszystkim skrytykowano uznawanie wszystkich kobiecych figurek z Bliskiego Wschodu i Europy za przedstawienia Wielkiej Bogini. I jest to krytyka ze wszech miar słuszna. Równie dobrze archeolodzy przyszłości mogliby wszystkie zdjęcia w Playboyu i sklepowe manekiny interpretować jako objawy kultu Wielkiej Bogini. Nie możemy nawet być pewni, że wszystkie kobiece przedstawienia są dziełami o charakterze kultowym. Wszak mogą to być zabawki, ozdoby, dzieła o charakterze pornograficznym, czy przedstawienia ważnych postaci (np. królowych). Nawet jeśli takie figurki mają znaczenie kultowe, to nie muszą przedstawiać bóstw. Mogą reprezentować np. zmarłe matki i żony. Kult przodków był przecież w przeszłości dość częsty, a i teraz bliscy zmarłego chętnie stawiają w widocznym miejscu jego zdjęcie. Pod rozwagę należy też wziąć używanie figurek w rytuałach inicjacyjnych albo podczas jakichś magicznych obrzędów (np. związanych z leczeniem). A jeśli już figurki przedstawiają bóstwa, to na jakiej podstawie uznaje się, że na całym przeogromnym terenie jest to jedna i ta sama bogini?
Jednym z głównych łowców luk w argumentach zwolenników istnienia kultu Wielkiej Bogini był Peter J. Ucko, który już w latach 60. XX wieku wykazał błędy w interpretacji figurek z Bliskiego Wschodu i Krety. Okazało się np., że w materiałach z Knossos znajdowało się co prawda tylko 6 figurek przedstawiających mężczyzn (czyli posiadających zaznaczonego penisa) i aż 33 figurki żeńskie (o wyraźnie zaznaczonych piersiach), ale największą grupę stanowiły w rzeczywistości figurki o płci nieokreślonej, których było aż 42. Także w wielu innych stanowiskach bardzo licznymi grupami figurek były te o nieokreślonej płci. Trudno więc mówić, że dominują wizerunki kobiet. Zresztą nawet jeśli kobiece figurki byłyby najliczniejszą grupą, to nie świadczy to o istnieniu kultu Bogini Matki i matriarchatu. Jest wiele innych sposobów na wytłumaczenie przewagi kobiecych przedstawień (np. erotyka).
Inni krytycy wskazali, że w ikonografii minojskiej w ogóle nie występuje tematyka związana z macierzyństwem, które miało odgrywać wielką rolę w kulcie Wielkiej Bogini. Można też wskazać na ogromną różnorodność w wizerunkach najsłynniejszych „Wielkich Bogiń”. Wystarczy choćby spojrzeć na „Wielką Boginię” z Çatal Höyük w dzisiejszej Turcji i mającą również przedstawiać to bóstwo figurkę z Knossos znaną jako Bogini z Wężami, których zdjęcia zdobią tekst.
Ostrej krytyki nie uniknęła również Gimbutas. Przeciwnicy zarzucali jej pomijanie niewygodnych zabytków (np. fortyfikacji, broni i ofiar z ludzi w okresie, w którym miała istnieć jej pokojowa cywilizacja), arbitralne przypisywanie znaczenia wybranym przedmiotom, wysuwanie niczym niepopartych skojarzeń, ignorowanie kontekstu opisywanych znalezisk i budowanie na tej bardzo wątłej bazie szczegółowego obrazu systemu społeczno-religijnego neolitycznej Europy. Większość tych zarzutów można zresztą swobodnie skierować pod adresem innych propagatorów istnienia kultu Wielkiej Bogini. Np. często deprecjonowali oni albo nawet pomijali znaleziska, które można było wiązać z kultem bóstw męskich.
Marija Gimbutas szuka śladów kultu Wielkiej Bogini w Newgrange w Irlandii, 1989 r. Zdjęcie na licencji Creative Commons. Autor: Michael Everson
Krytycy wskazali też, że nie znamy żadnego systemu religijnego, w którym na czele panteonu stałaby kobieta, a także, że popularność żeńskiego bóstwa nie wpływa automatycznie na pozycję kobiet w społeczeństwie (przykładem jest tu np. Grecja epoki klasycznej z wieloma popularnymi boginiami i jednocześnie dość niską pozycją kobiet).
Świetnym przykładem tworzenia na siłę zabytków kultowych okazały się badania w Çatal Höyük. Kopiący tam pół wieku temu James Melaart dopatrzył się w pozostałościach tej neolitycznej osady wielu sanktuariów poświęconych oczywiście kultowi Bogini Matki. Nowsze o kilka dekad analizy wykazały jednak, że w tych „sanktuariach” jest wiele śladów zwykłego zamieszkania. Domy te różnią się co prawda od pozostałych obecnością m.in. ozdób mogących mieć charakter kultowy, ale w nich też mieszkali ludzie.
O tym jak lekko i beztrosko snuli swoje hipotezy zwolennicy matriarchatu najlepiej chyba świadczą jej polskie wątki. Otóż wykazanie istnienia matriarchatu nad Wisłą i Odrą okazało się dość trudne, gdyż brakowało kobiecych figurek i innych „standardowych znaków rozpoznawczych” tego systemu społecznego. Wyjątkiem mogą być tutaj grobowce megalityczne, ale jak na złość są one wiązane z uznawaną za pasterską (czyli patriarchalną), kulturą pucharów lejkowatych. Z tego też powodu bardzo często jedynym prezentowanym „dowodem” istnienia matriarchatu na naszych ziemiach w okresie neolitu jest to, że przecież wszystkie społeczności tej fali osadniczej w Europie posiadały taki właśnie system kulturowo-religijny. I tu już osiągamy skrajny absurd. Istnienie matriarchatu i kultu Wielkiej Bogini w południowej i zachodniej Europie wykazano na podstawie argumentacji całkowicie pozbawionej krytycznego podejścia i zawierającej wiele bardzo swobodnych założeń, a następnie przeniesiono już sam efekt tych działań na obszar, gdzie nie można było znaleźć nawet tych naciąganych dowodów. To już jest działanie charakterystyczne dla pseudonauki.
Mimo że analiza źródeł historycznych, jak i badania etnograficzne i archeologiczne nie potwierdzają występowania w jakimkolwiek okresie dziejów matriarchatu, to stworzone przez Harrison, Hawkes, Gimbutas i innych autorów koncepcje żyją wciąż w kulturze masowej, a nawet pojawiają się w pracach mających charakter naukowy.
Tymczasem matriarchat i Wielka Bogini nigdy nie powinny zagościć w archeologicznych pracach naukowych. Obie koncepcje powstały bowiem jako byty całkowicie teoretyczne poza archeologią i to w dodatku w czasach, gdy wiedza o prehistorii była niezwykle szczątkowa. Niestety, matriarchat i powiązany z nim kult Wielkiej Bogini stały się koncepcjami bardzo popularnymi i chętnie omawianymi wśród inteligencji. Nic więc dziwnego, że archeolodzy z początku XX wieku – a więc działający w czasach, gdy aparat naukowy archeologii dopiero się rodził – ulegali tym koncepcjom interpretując swoje znaleziska. W efekcie na dziesiątki lat wiele zagadnień naszej przeszłości zdominowały kompletnie błędne twierdzenia.
Cała sprawa matriarchatu i kultu Wielkiej Bogini ma też szerszy charakter. Pokazuje ona, że trzeba umieć powstrzymać się przed pokusą wyjaśniania wszystkiego. Musimy się pogodzić z tym, że pewnych informacji z zabytków nie da się wyczytać. Należą do nich m.in. niektóre kwestie związane z wierzeniami i stosunkami społecznymi. Czasami naprawdę lepiej powiedzieć „Nie wiem”, niż snuć wyssane z palca opowieści.
*Cytat za artykułem Macieja Szymkiewicza „Od Bachofena do Świętej Historii. Archeologia i antropologia wobec koncepcji matriarchatu i Wielkiej Bogini”, który ukazał się w wydawanym przez Uniwersytet Warszawski wyborze esejów „Antropologia Religii” (Tom 4, 2010, pdf). Tekst ten był zresztą podstawowym źródłem powyższego felietonu. Z ważniejszych źródeł warto wymienić też artykuł The New York Times z 1990 r. poświęcony sporom wokół koncepcji Gimbutas.





Jestem co prawda laikiem w tej materii, ale czytując doniesienia naukowe często mam właśnie wrażenie, że odkrywcy snują wydumane opowieści…
Nie wielka wpadka archeologii, raczej smutna zenua tzw. specjalistow! I tu jak najbardziej pasuje cytat: „Czasami naprawde lepiej powiedziec „nie wiem”, niz snuc wyssane z palca opowiesci”. Do tej pory wysluchiwalismy wysnutych z tych wyssanych palcow opowiesci przez wiele lat. Od samego poczatku archeologii, a to figurki z wyraznymi atrybutami boskimi byly nazywane w muzeach „kobieta”, a to postacie z piersiami jjezdzace na smoku byly nazywane „jezdziec”. A to siedzące rzeźby z małymi figurkami na kolanach zostały określane przez badaczy kultury Majow jako „starcy z kobietami na kolanach“ zamiast prawidlowo i logicznie „matki z dziećmi“. Tych wpadek bylo mnostwo i sa one niezwykle zenujace. Ale nikt za to nie zbiera ciegow. Dostojnym specjalistom wolno niemal wszystko! Tylko pare uwag: Gimbutas. Na Gimbutas, ktorej teorie dotyczace najazdow indoeuropejskich sa nadal aktualne, ktorej osiagniecia w archeologii sa niepodwazalne jest obrzucana blotem od wielu lat. To jest metoda! Kto czytal ksiazki Gimbutas? Ani jedna nie zostala przetlumaczona na polski! Jej niezwykly dorobek naukowy jest mieszany z blotem, poniewaz odwazyla sie glosic niewygodne teorie. Dlaczego Gimbutas nie zostala przetlumaczona na polski?
1. „Nie znamy systemu religijnego, w ktorym na czele panteonu stalaby kobieta.” Well, really? Jezeli patrzymy na panteony przekazane przez klasyczna Grecje czy Rzym to rzeczywiscie jest prawda. Panteony i konfiguracje bogow maja to do siebie, ze podlegaly transformacji. Panteony i bogowie podlegaja historii. Zmierzch Bogin jest faktem. Hekate byla w Carii/Karien glownym bostwem. Dea Syria, z jej odmiana frygijskiej Cybele, byla glownym bostwem. Amaterasu byla glowna boginia religii shinto, reprezentowala slonce i swiatlo. Mozna przytoczyc wiele przypadkow w historii religii, kiedy te wielkie boginie tracily swoja wladze na korzysc meskich bogow. Mozna przesledzic ten proces w wielu religiach swiata. Zeus zaczynal kariere od niewinnego chlopczyka/ kouros na Krecie. Czyzby historia transformacji owych consorts, dzieci, wzglednie partnerow wielkich bogin do glownych bogow byla niewygodna? A co zrobimy z religia celtycka, w ktorej zasadnicze miejsce nalezalo do Anu/ Danu?
2. Pasterska kultura „pucharkow lejkowatych” – niby patriarchalna. Wrong! Matriarchalne struktury egzystowaly rowniez w kulturach pasterskich
3. „…analiza zrodel historycznych, jak i badania etnograficzne i arch. nie potwierdzaja wystepowania w jakimkolwiek okresie dziejow matriarchatu” . To jest najsmieszniejsze! Bo, matriarchat istnieje i w dzisiejszych kulturach. Najbardziej slynna jest obecnie kultura Mosuo w po. zach. Chinach. Potwierdzona naukowo. Obok Mosuo istnialo wiele kultur matriarchalnych, na terenach Chin, Indonezji itd. Nie odrobilo sie lekcji, no przepraszam.
4. „Evans zinterpretowal wszystkie odkryte figurki jako przedstawienia Wielkiej Bogini.” Evans popelnil pare bledow, poniewaz te figurki mogly byc oznaczac kaplanke, albo krolowa. Odsylam do swietnej ksiazki Nanno Marinatos ” Minoan Kinship and the Solar Goddess”, wydana w 2010. Marinatos jest uznana specjalistka kultury minojskiej i ojej, ojej, opiera sie rowniez na pracach Gimbutas! Co wiecej, opiera sie rowniez na pracach Othmara Keela, ktory dowiodl pierwszenstwo Bogini w kulturach Bliskiego Wschodu. Ktory przesledzil wyjatkowo wyczerpujaco transformacje wielkiej bogini i przejecie jej atrybutow i potegi przez poczatkowo drugorzednego boga burzy El, przez Jahwe itd. Kto czytal Keela? Kto czytal Marinatos? Kto czytal ksiazki Rybakowa, ktory analizowal kulty wielkich bogin slowianskiego panteonu?
5. A co zrobimy z prof. Krzakiem, a co z dorobkiem prof. Szafranskiego?
No wlasnie, to jest problem, zamiast rozsadnej i glebokiej analizy mamy rechot pseudonaukowcow, ktorzy porownuja neolityczne figurki z pornograficznymi wizerunkami dzisiejszych czasow. To sa ci sami specjalisci, ktorzy widzac figurke ityfaliczna od razu widza w nim boga plodnosci. A moze te, rzadko wystepujace w neolicie figurki z penisami, zostaly stworzone przez kobiety, jako pornografia zabawiajaca kobiety? Co, nikt na to nie wpadl? Dlaczego?
Nie czytalam Szymkiewicza wiec nie moge odniesc sie bezposrednio do jego artykulu. Zastanawia mnie jednak ta wielka radosc i poswiecenie mnostwo miejsca jego teoriom. Co za frajda, nareszcie ktos daje po lbie badaczkom/badaczom matriarchatu i historii bogin. I to jest najbardziej ciekawe. Nie zglebianie materii, ale wysmiewanie, wlasnie ten rechot, zamiast argumentow naukowych. Czego sie tak bardzo boicie?
Widzę, że ma Pani za sobą lekturę wielu pozycji traktujących o matriarchacie. Niestety dostarczyła Pani jedynie dowodów na ich niezbyt wysoką rzetelność. Przyczepię się jednego twierdzenia, tak dla przykładu. Mosuo nie jest społeczeństwem matriarchalnym, tylko matrylinearnym. Władzę polityczną w tym społeczeństwie sprawują zazwyczaj mężczyźni. Problem polega bowiem na tym, że zwolennicy matriarchatu bardzo chętnie przekuwają społeczności matrylinearne w matriarchalne. Niestety, jak twierdzi wielu antropologów, we wszystkich przypadkach jest to działanie nieuzasadnione. Poza tym nie jest to problem o kluczowym znaczeniu. W całej historii kluczowe znaczenie ma bowiem to, że przez wiele dekad wielu archeologów, antropologów i historyków ochoczo opowiadało o wielkiej matriarchalnej cywilizacji obejmującej ogromną część Europy nie mając na poparcie tego żadnych twardych dowodów, a jedynie wielki stos swobodnych założeń. Tak się nie uprawia nauki.
Przywoływanie prof. Krzaka też nie jest szczęśliwym posunięciem. Nie chcę głębiej wchodzić w ten temat, więc posłużę się jedynie cytatem z informacji o lekturach przygotowanej dla studentów Uniwersytetu Szczecińskiego „Oczywiście należy też poruszyć kwestię współczesnych poglądów na temat wierzeń związanych z megalitami i megalitycznym obrządkiem pogrzebowym. Problemem samym w sobie jest obszerna publikacja Z. Krzaka, którą oczywiście należy przeczytać, acz krytycznie (z uwagi na błędy metodyczne i merytoryczne), weryfikując zawarte w niej informacje notatkami z wykładu.” Zapewniam, że jest to chyba jedno z najłagodniejszych określeń działalności pana profesora z jakim się spotkałem w środowiskach naukowych :)
A artykuł pana Szymkiewicza jest zalinkowany na końcu mojego tekstu. I jeśli już wspomina Pani o argumentach naukowych, to ja poproszę wreszcie o jakiś dowód istnienia matriarchatu w Europie Środkowej i Zachodniej od 7000 do 3000 lat p.n.e., bo jeszcze żadnego nie widziałem :)
Spoleczenstwo Mosuo jest spoleczenstwem matriarchalnym poniewaz: 1. dziedzictwo jest przekazywane przez matke, pojecie ojca jest nieznane.
2. ekonomiczne dobra sa przekazywane z matki na corke.
3. rowniez w sferze religijnej glowna boginia jest Gan Mu. Pominmy juz, zeby pana nie meczyc cala skomplikowana sprawa lingwistyczna. No niestety, nawet w jezyku kobiety dominuja. Drazliwa sprawa. Wszystko co ladne i duze jest rodzaju zenskiego, male i brzydkie meskiego. Tak ogolnie. Na plaszcyznie ekonomicznej wladza nalezy do kobiet, w sferze religijnej rowniez dominuje kobiece bostwo.
Kobiety decyduja o wyborze partnera, ich kochankowie moga byc zwiazkiem dlugoletnim, ale nie musza. Dzieci zrodzone z owych zwiazkow przechodza do klanu matki. Nie znaja ojca, dla nich najwazniejszy meski osobnik w rodzinie jest wujkiem. W zwiazku azhu, kochankowie odwiedzaja swoje ukochane, ale tylko na noc, musza z powrotem wracac do matki i pracowac dla niej.
Jasne, ze na ” zewnatrz” wysylani sa reprezentanci rodziny, jesli chodzi o sprawy polityczne. Ci reprezentanci sa w zasadzie reprezentami glowy rodziny, czyli matki, czyli najstarszej kobiety w klanie. Bo kobiety sa wybierane na „glowy rodziny”. I to jest bardzo odpowiedzialne stanowisko. Bez ich decyzji i przyzwolenia nic sie nie dzieje. One decyduja o wszystkim. A najwazniejsze w tym wszystkim jest to, ze one maja wladze ekonomiczna. Do nich nalezy ziemia, do nich naleza zbiory. Ja wiem, ze to jest raczej przykre dla meskich sluchaczy :-)), ale to ma rowniez zdecydowanie pozytywne elementy! Just think about it. I jeszcze raz, jesli chodzi o role polityczna wybranych osobnikow. Oni tylko dalej podawali decyzje, ktora zapadla w rodzinie, w ktorej szefowa byla matka. Nothing less, nothing more.
Jesli chodzi o krytyke Krzaka, poprosze o konkretne zarzuty. Bo z powyzszymi nie moge nic poczac.
Jesli chodzi o matriarchaty w Europie Sr. i Zachodniej polecam lekture np. Keela. Albo chociazby Marinatos, albo chociazby Hägg, albo Göttner-Abendroth. Ja wiem, nie byli tlumaczeni. No sorry…Chetnie bym udostepnila tlumaczenie o Mosuo, ale to jest „niszowa” sprawa, nobody cares. Tak samo jak nikt nie zna zrodel naukowych o Mosuo polskich uczonych, A przeciez musza byc oficjalnie dostepne. Tak samo, jak nikt naprawde nie zajal sie sprawa matriarchalnych spoleczenstw, tylko wszyscy powtarzaja bzdury o „dominacji” kobiet. Nigdy czegos takiego nie bylo. Matriarchaty nigdy nie byly „odwroceniem” patriarchatow, czyli dominacja kobiet nad mezczyznami. Dolaczam prosta definicje Heide Göttner-Abendroth matriarchatow:
„Z perspektywy historycznej społeczeństwa matriarchalne są to społeczeństwami, w których kobiety odgrywają zdecydowanie twórczą i decydującą role. Kobiety sprawują centralne funkcje we wszystkich sferach: społecznej, ekonomicznej oraz religijno-rytualnej, bez jednoczesnego panowania nad nimi. Albowiem polityka społeczeństw matriarchalnych jest nacechowana egalitarnością i doskonałym, wzajemnym procesem wymienności (Wechselseitigkeit) pomiędzy ludźmi. Odnosi się to zarówno do związków między płciami jak i do relacji międzypokoleniowych. Kto pod hasłem „matriarchat” chce znaleźć rządy kobiet, ten szuka na próżno.” Wlasnie o to chodzi, nie ma czegos takiego jak „rzady kobiet”. Zawracanie glowy. Najwyzszy czas zapomniec o rzadach kobiet. Najwyzszy czas zaczac myslec.
Z ostatnim akapitem się zgadzam. Powyższe mamy obecnie w krajach bogatego zachodu. I podpisuję się pod tym, że szukanie matriarchatu jako (dokładnie) kontr-patriarchatu jest bezcelowe. W tej formie nigdy się go nie znajdzie.
Ale przedefiniowywanie jest bez sensu, bo to już nie matriarchat. To tak jakby powiedzieć, że ktoś ma dwa auta i gdy okazało się, że ma, ale dwa motocykle, zmieniać definicję auta, by objęło też motocykl i się nie wydało, że źle mówiliśmy.
Zgoda Wojtku. Natomiast uszczuplanie tematu do samego dziedziczenia w linii żeńskiej to też pomijanie części wątku.
Ja nie jestem zagorzałym zwolennikiem żadnej ze stron. Interesują mnie korzenie jednego i drugiego. I są one według mnie „wrodzone”- tzn biologicznie uwarunkowane. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni to dla mnie dwa odmienne „gatunki” z różnymi wrodzonymi porządkami społecznymi. Tworzą zupełnie inne struktury. Ponieważ u zwierząt „społeczności” są zorganizowane według dziedzicznych reguł- tak jest i u człowieka. Tylko u człowieka jest to zderzenie dwóch systemów społecznych i ich wzajemna walka i tolerancja.
.
Wspólne u ludzi (chodzi mi o płcie) jest według mnie system rodziny. Jednak w mojej ocenie nie jest on wrodzony. Jest narzucony, wyuczony. Tzn. dzieci są od najmłodszych lat uczone życia w modelu rodziny charakterystycznym dla danej społeczności. Zauważcie jak wiele jest modeli rodziny u Sapiensa? Wpływ na to ma religia, kultura, warunki życia, klimat i pomysły samych przedstawicieli.
„Natomiast uszczuplanie tematu do samego dziedziczenia w linii żeńskiej to też pomijanie części wątku.”
Przyznam, że nie rozumiem. Kto uszczupla i w zasadzie co, bo nie rozumiem, co uznajesz w tym wypadku za temat :). Obecnie pewne kręgi tak zmieniają pojęcie matriarchatu, że obejmuje ono w zasadzie wszystko poza oczywiście patriarchatem w stylu np. tradycyjnych rodzin islamskich czy hinduskich. Ma to oczywiście pokazać, że wbrew „seksistowskim” twierdzeniom matriarchat istniał, a jego teoretycy mieli rację. Jednak ci dawni teoretycy mówili o rządach kobiet. Sam termin matriarchat składa się elementów oznaczających matkę i rządy i powstał jako dokładne przeciwieństwo terminu patriarchat, czyli rządy ojców. A teraz najnowsza fala matriarchalnych teoretyków mówi, że w matriarchacie nie chodzi o rządy kobiet, ale o równowagę (że zacytuję „polityka społeczeństw matriarchalnych jest nacechowana egalitarnością i doskonałym, wzajemnym procesem wymienności (Wechselseitigkeit) pomiędzy ludźmi”). Tylko to już nie jest matriarchat, to inny system społeczny.
A jeśli chodzi o dziedziczenie w linii żeńskiej to jest to po prostu element matrylinearyzmu, który występuje i został potwierdzony w wielu społecznościach. Antropolodzy odróżniają jednak matriarchat od matrylinearyzmu (w tym również antropolodzy kobiety). Niektóre feministki łączą oba te terminy i potem oburzają się na twierdzenia, że nie ma żadnych dowodów, by kiedykolwiek istniał matriarchat. Spytane o dowody rzucają przykładami społeczeństw matrylinearnych.
Już tłumaczę.
Sprowadzanie matriarchatu społeczeństw o których dyskusja się tu toczy (tych przeszłych i obecnych) do dziedziczenia po żeńskiej linii, to faktycznie swoista manipulacja (cholera nie lubię tego słowa). Cech matriarchalnych w pewnych społecznościach było więcej niż tylko dziedziczenie.
.
Języki ze swoimi rzeczownikami w rodzaju męskim, czy żeńskim też dają jakiś pogląd na tę kwestię. Choć nie podam tu niestety przykładu, czytałem o tym- ale nie utkwił mi żaden przykład w pamięci.
.
Za przejaw matriarchatu można uznać też obecność świątyń gdzie czczono tylko (i wyłącznie) BOGINIE. Gdzie KAPŁANKAMI były TYLKO kobiety. I Świątynie te nie miały „Męskich” zwierzchników- nie podlegały pod nic.
I nie chodzi mi o coś takiego jak w obecnym Katolicyzmie, że jest np. żeński Zakon Maryji Niepokalanej. To nie analogia, ponieważ kobiety nie są kapłankami (zakonnicami), nad ołtarzem wisi krzyż a na nim Jezus- więc i tak to głównie on jest tam czczony. Do tego zakon taki podlega zwierzchnikom (męskim).
To fascynujące, że wielu antropologów nie dostrzegło matriarchalności Mosuo i uznaje ich za społeczeństwo jedynie matrylinearne, a i to nie całkiem, bo wedle niektórych badaczy w rzeczywistości wiele rodzin tej ludności ma charakter patrylinearny. Polecam Eileen Walsh “Living With The Myth of Matriarchy: The Mosuo and Tourism”.
Jak rozumiem antropolodzy niedostrzegający matriarchalności Mosuo błądzą, podobnie jak np. autorzy encyklopedii Britannica z 2007 r., gdy piszą „The view of matriarchy as constituting a stage of cultural development now is generally discredited. Furthermore, the consensus among modern anthropologists and sociologists is that a strictly matriarchal society never existed”.
Cóż, mam słowa przeciwko słowom. Niestety, Pani twierdzenia są dla mnie mniej przekonujące, gdyż jest Pani żarliwą propagatorką matriarchatu. Ale załóżmy, że ma Pani rację i Mosuo są społeczeństwem matriarchalnym. Czy zmienia to coś w głównym zagadnieniu, którym się tu zajmujemy, a więc istnieniu 7000-3000 lat p.n.e. matriarchalnej cywilizacji w Europie Środkowej i Zachodniej? Nic nie zmienia. Bo problem jest w tym, że nikt nie pokazał ani skrawka dowodu istnienia takiej cywilizacji. Sto lat poszukiwań i mamy jedynie poszlaki i domniemania.
I ostatni zdanie Pani komentarza kieruję pod Pani adresem. Niech Pani wreszcie zrozumie o czym jest mowa w tekście. Współczesna definicja ukuta, gdy na poprzednie (te o rządach kobiet) wylano całe morza krytyki, nie ma w tej sprawie żadnego znaczenia, bo nie taką definicją operowali Bachofen, Harrison, czy Hawkes. „Z perspektywy historycznej społeczeństwa matriarchalne są to społeczeństwami, w których kobiety odgrywają zdecydowanie twórczą i decydującą role” – ja poproszę przykład jakiegoś historycznego społeczeństwa matriarchalnego, choć jednego.
I polecę Pani jeszcze jedną lekturę, profesor nauk kobiecych i religijnych, feministka Cynthia Eller napisała jakiś czas temu pracę „The Myth of Matriarchal Prehistory: Why An Invented Past Will Not Give Women a Future ” Nazywa w niej matriarchat kłamstwem i mitem oraz stwierdza, że nigdy nie było takiego społeczeństwa jakie ukazywali w swych książkach Graves i Gimbutas. Co więcej, jej zdaniem obrona mitu matriarchatu jest szkodliwa dla feminizmu.
Zgadzam sie, wielu badaczy nie „dostrzeglo” matriarchalnosci Mosuo, jednym z nim byl etnolog Joseph Rock, ktory mieszkal w okolicach jeziora Lugu dosyc dlugo. Mial on kontakty jedynie ze spatriarchalizowana warstwa lokalnej arystokracji. Owszem zauwazyl, ze dzieci nie znaja ojcow, ale podejrzewal, ze ojcowie byli nieobecni, poniewaz sluzyli jako mnisi w klasztorach. Dziwila go rowniez swoboda seksualna ludnosci, ale nie postaral sie o glebsza analize rodzinnych zwiazkow Mosuo.
Eileen Walsh znam osobiscie, spotkalam ja na kongresie Matriarchow w Luksemburgu pare lat temu. Wyglosila tam referat, w ktorym wspominala o niebezpieczenstwie idealizowania matriarchatu mosuanskiego i robienie z niego turystycznej atrakcji.
Nie jestem „zarliwa propagatorka matriarchatu”, jestem natomiast zarliwa propagatorka rzetelnego podejscia do tematu oraz doglebnego zaznajomienia sie ze zrodlami.
Dziekuje za polecona lekture, ksiazke Eller znam. Moge polecic rowniez inna pozycje: Röder, Hummel, Kunz „Götterinnendämerung. Dosyc obszerna pozycja, w ktorej autorki nie dostarczaja znaczacych argumentow przeciwko wnioskom badaczek matriarchatu. Fazit pracy zawiera sie w stwierdzeniu, ze badanie matriarchatow „jest zbedne”, bo i bez tego kobiety uzyskaly rownorzedna pozycje w naszym spoleczenstwie.
Jezeli szuka Pan przykladow historycznych oraz obecnych spoleczenstw matriarchalnych to polecam ksiazki Göttner-Abendroth (Das Matriarchat 1, 2.3), badania C. Meier-Seethaler, prace Chr. Mulack, V. Bennholdt-Thomsen, P. Reeves Sanday, Venceslas Kruta, Gerdy Weiler, Gerdy Lerner, Robbin Dexter i wielu, wielu innych.
Jest takie niemieckie słowo, które nie ma dobrego odpowiednika w języku polskim: „Fachidioten”. Nie czytałam tekstu archeologa, który by napisał coś odkrywczego o teorii matriarchatu. Wszystkie ciekawe, inspirujące książki i artykuły na ten temat – sporo ich przeczytałam – mają autorów albo zajmujących się oprócz archeologii również innymi dyscyplinami, jak np. etnografią (np. M. Gimbutas), lub takich autorów, którzy z archeologią w ogóle mają niewiele wspólnego (np. Graves, Fraser, Bachoffen, Bornemann, Goettner-Abendroth). Może po prostu sama archeologia, zwłaszcza w swojej pozytywistycznej wersji, ma ograniczone mozliwości badania prehistorycznych kultur?
Do tego dochodzi to ideologiczne, patriarchalne zaperzenie.
Polecam poczytać odświeżający fragment tekstu Normana Davisa o Wenus z Laussel, łatwo dostępny, na stronach Wydawnictwa Znak. Davies pokazuje, jak można o matriarchacie napisać bez ideologicznego, patriarchalnego zacietrzewienia, które bardzo utrodnia wszelką dyskusję.
Na pewno bajki są ciekawsze niż archeologia, ale tak się akurat składa, że jesteśmy w miejscu, w którym rozmawiamy o archeologii, a nie o bajkach. Jeśli kogoś bardziej interesują bajki niż archeologia, też może znaleźć swoje miejsce w Internecie, na przykład tutaj:
http://www.bajkidisneya.fora.pl/
„Nie czytałam tekstu archeologa, który by napisał coś odkrywczego o teorii matriarchatu”
„Archeologia – nauka, której celem jest odtwarzanie społeczno-kulturowej przeszłości człowieka na podstawie znajdujących się w ziemi, na ziemi lub w wodzie źródeł archeologicznych, czyli materialnych pozostałości działań ludzkich.”
Skoro nie ma źródeł archeologicznych potwierdzających teorię matriarchatu, to i trudno żeby archeolodzy coś „odkrywczo” o niej pisali. O tym cała notka jest zresztą właśnie.
PS. Interesujące, że np. chemicy też niczego odkrywczego o teorii matriarchatu nie piszą…
W ogóle to przekonują mnie argumenty, że wiele tych teorii o matriarchacie to bajdurzenie. W szczególe mam wątpliwości czy autor artykułu nie przegina w drugą stronę. Czytałem niegdyś książkę, chyba była to „złota gałąź” Roberta Gravesa. Dość przekonująco pokazywał tam na podstawie różnych mitologii jak system matriarchalny był zastępowany przez patriarchat. Nie była to praca archeologa, raczej etnograficzna. Wiadomo również, że wśród wielu ludów „prymitywnych” żyjących w czasach współczesnych lub nowożytnych kobiety miały wysoki status społeczny. Można nawet przytoczyć przypadki ludów u których kobieta mogła mieć wielu mężów. Takie zajadłe ataki na matriarchat trącą lekko seksizmem. To tyle.
P.S. Rządy kobiet mogły być i pewnie były, ale wątpię czy takie idealne. Kobitki też nieźle potrafią judzić chłopów jednych na drugich, a i poprowadzić do bitwy (np. Bodica, Joanna d’Arc)
Równie dobrze mógłbyś przekonywać, że elfy i orki istnieją, bo dość przekonująco opisał je Tolkien we „Władcy Pierścieni”. Graves to poeta i literat i powoływanie się na niego świadczy o nieodróżnianiu nauki od fikcji literackiej. Wysoka pozycja kobiet w niektórych społeczeństwach w żaden sposób nie dowodzi istnienia matriarchatu. Oskarżenie o seksizm wskazuje zaś, że w ogóle nie rozumie Pan znaczenia używanych przez siebie słów. W zasadzie seksistowskimi to jest wiele hipotez o istnieniu matriarchatu, bo zakładały, że społeczeństwo rządzone przez kobiety było lepsze. Ja natomiast nigdzie nie napisałem, że społeczeństwo rządzone przez mężczyzn jest lepsze, albo że rządzić powinni tylko mężczyźni.
„Czytałem niegdyś książkę, chyba była to „złota gałąź” Roberta Gravesa.”
Nie ma takiej książki. Jeśli „Złota gałąź”, to Frazer. Jeśli Graves, to „Złote runo”.
I jeszcze cytat z Encyklopedii Britannica z 2007 r. „The view of matriarchy as constituting a stage of cultural development now is generally discredited. Furthermore, the consensus among modern anthropologists and sociologists is that a strictly matriarchal society never existed”
czyli na szybko tłumacząc „Wizja matriarchatu, jako etapu w rozwoju kulturowym jest obecnie odrzucana. Co więcej między współczesnymi antropologami i socjologami istnieje konsensus, że ściśle matriarchalne społeczeństwo nigdy nie istniało.”
Ja uważam, ze był taki okres w kulturze jak matriarchat. Jednak ja pojmuję go zupełnie inaczej niż zakłąda to np. koncepcja Gimbutas.
.
Według mnie nie było Bogini Matki- lub jak chce Graves „Białej Bogini” jako naczelnego bóstwa. W ogóle uważam, ze na czele jakiegokolwiek panteonu w jakiejkolwiek religii stał facet. Dla mnie matriarchat to taka „parytetowa demokracja” sprzed naszej ery. A że kiedyś sankcjonowanie prawa według jakiego działało społeczeństwo w dużej mierze opierało się na wierzenich- pewnie jakaś część kultu wiązała się z istotną rolą bogiń.
To coś na kształt społeczeństwa, które mamy teraz w krajach bogatego zachodu. Dla ortodoksyjnego muzułmanina to swoisty matriarchat i „zepsucie”- a dla nas normalka i sprawiedliwość społeczna.
.
I dochodzę do sedna. Kiedy rola kobiet w społeczeństwie mogła prawie zrównać się z rolą meżczyzn?-> W dobrobycie.
Tylko kraj, plemię, społeczność bogata nie musiała konkurować między sobą o dobra- które zdobywa i rozdziela najsilniejszy. Czyli meżczyzna.
Gdy dóbr jest (za)dużo nie ma presji na ich zdobywanie. Taka potrzeba pojawia się gdy gospodarka ma rozwinięty system monetarny i nadwyżkę dobr można zamienić na pieniądze, które się nie psują.
Gdy system monetarny nie działa, towar szybciej lub wolniej straci swoje właściwości i nie opłaca się go magazynować na dłużej.
.
Co do matriarchatu tak jak ja go rozumiem, to są pewne dane przemawiające za nim.
System dziedziczenia i stawania się pełnoprawnym obywatelem w dawnych społeczeństwach po linni matki- jak obecnie u Żydów.
Pewne cechy słów mające rodzj żeński (lub nijaki) w odpowiednikach radzaju męskiego języków indoeuropejskich.
No i pewne poszlaki dostarcza też prymatologia. Przecież u szympansów istnieje zarówno swoisty patriarchat (Pan troglodytes), jak i matriarchat (Pan panniscus).
Może nie było ale nic nie stoi na przeszkodzie aby był. ;) W Brazylii już się zaczęło, co gorsza w mateczniku maczyzmu. ;D Generalnie potrzeba nam więcej równości w każdym zakresie a nie jakiegoś patriarchatu czy matriarchatu.
Co by jednak nie mówić dla niektórych panie z Playboya to najprawdziwsze boginie. ;)
Pozdrawiam
Równość czyli co?
Natomiast te dziewczyny z Playboja…jakem seksista to bym ich boginiami nie nazwał.
ale szanowny nasz gospodarz użył doskonale celnego przykładu.
Równość, wolność, braterstwo. :) A w praktyce na przykład równe zarobki niezależnie od płci wynikające z wykonanej pracy. I nie chodzi mi też o parytety bo to zwyczajnie głupie jest. Na sztywno wciskać kogoś tylko dlatego, żeby było „sprawiedliwie”, niezależnie czy się nadaje czy nie.
Co do dziewuch z Playboya wybacz ale chyba nie jesteś grupą reprezentatywną. ;)
Pozdrawiam
Całkowity offtop ale… pracowałem z kobietami na dokładnie równorzędnych stanowiskach i one naprawdę nie były tak wydajne jak mężczyźni. Owszem starały się, owszem były lojalne i rzetelne, ale niestety nie były tak wydajne. Ta cała nagonka na identyczne wynagrodzenia za tę sama prace to mit – praca może być ta sama ale nie jest taka sama.
Z drugiej strony jest ogromny segment prac typowo kobiecych, który jest w obrzydliwy sposób niedowartościowany i tu powinno się szukać metod równouprawnienia, a nie w urawniłowce wynagrodzeń ze względu na płeć.
A co do Playboya – ja wiem że popełniłem pars pro toto, ale akurat moje gusta nie odbiegają jakoś szczególnie od gustów przeciętnej męskiej populacji.
Kiedys sie zastanawialem, czy wzmianki o Lilith nie sa pewnymi nawiazaniami do okresu pokonania matriarhatu i przejscia do rzadow mezczyzn co polaczone bylo z wygonieniem wladczyn czy kaplanek z siedib plemiennych, oraz ich „partyzanckimi” dzialaniami odwetowymi.
.
Sadze, ze sam matriarchat mogl sie wytworzyc w sytuacji, gdy panowala duza smiertelnosc mezczyzn (czeste wypadki na polowaniach) i w grupach rodzinnych oraz wiekszych, przez wiele pokolen przewazaly dojrzale, doswiadczone kobiety a mezczyzni gineli w mlodym wieku.
Podobny mechanizm pojawia sie w czasie duzych wojen, z tym, ze jest to ograniczone czasowo – nastepuje migracja mezczyzn z innych rejonow.
Przy powyzszym zalozeniu mogly sie pojawic mechanizmy spoleczne utrudniajace objecie „rzadow” przez mlodych, niedoswiadczonych mezczyzn, nawet, gdy, dzieki nowym technikom zwiakszajacym bezpieczenstwo polowania oraz ulepszeniu metod leczniczych, ich dlugosc zycia zrownala sie z kobietami, przynajmniej w przypadku najmocniejszych lowcow.
Ciekawe, czy w materialach kopalnych istnieje jakis okres mogacy pasowac pod wzgledem dlugosci zycia odnalezionych osobnikow meskich i kobiecych do powyzszego?
Zwracając uwagę na czynniki skracające życie ówczesnych mężczyzn zapominasz o tych, które niekorzystnie wpływały na długość życia kobiet – mianowicie choroby i komplikacje okołoporodowe.
Biore raczej pod uwage to, ze do przetrwania gatunku potrzeba stosunkowo nieduzej liczby mezczyzn a „slabym punktem” jest ewentualny spadek liczebnosci plodnych kobiet.
Do tego nie pisze o spoleczenstwie „kobiecym” a o spoleczenstwie w ktorym szanse na osiagniecie powaznego wieku i wejscie w grupe decydentow mialy jednak raczej kobiety – te, ktore osiagnely powazniejszy wiek, czesto juz nieplodne, ale posiadajace doswiadczenie. Odpowiedniki meskie caly czas byly narazone na niebezpieczenstwa zwiazane z polowaniem i obrona, co przy gorszej kondycji zwiekszalo prwdopodobienstwo wypadku, podczas gdy do zbieractwa wystarczala nawet ograniczona wiekiem czy gorszym stanem zdrowia funkcjonalnosc – uzupelniana lepszymi efektami wynikajacymi z doswiadczenia.
Zakladam mozliwosc wytworzenia takiego spoleczenstwa, ktore po osiagnieciu dalszego rozwoju technologicznego byloby wypierane przez patriarchat. Zaznaczam, ze uwazom to tylko za mozliwosc.
@krzysztofsf
„Sadze, ze sam matriarchat mogl sie wytworzyc w sytuacji, gdy panowala duza smiertelnosc mezczyzn (czeste wypadki na polowaniach)”
W populacjach Eskimosów umieralność młodych mężczyzn była wysoka, ale odpowiedzią na to był nie matriarchat, ale dzieciobójstwo, a konkretnie zabijanie części noworodków płci żeńskiej, żeby w ten sposób poprawić proporcję mężczyzn w całej populacji.
Ale istnieli starzy Eskimosi plci meskiej?
.
Ja zalozylem sytuacje, gdy sedziwego wieku 30+ nie dozywal praktycznie zaden mezczyzna, zwlaszcza, ze osobnik nienadajacy sie do polowan z powodow zdrowotnych ,jednoczesnie spadal na dol hierarhii spolecznej. Szacunek dla dla doswiadczonych starcow przyszedl pozniej (a i to nie zawsze, nie wszedzie i nie dla wszystkich).
Opisalem taki model w ktorym wedlug mnie mozliwe byloby powstanie spoleczenstwa w ktorym dominowalyby z racji doswiadzczenia kobiety.
Średnia życia circa 30 lat nie oznacza, że każdy dożywał 20-paru – 30-kilku lat i wyciągał kopyta. To oznacza, że część ludzi dożywała w sposób naturalny circa 70 lat, a część umierała we wczesnym dzieciństwie albo młodości z powodu chorób, wypadków losowych itp.
Duzo znasz przypadkow odkrycia szczatkow ludzkich sprzed kilkudziesięciu i wiecej tysiecy lat pochodzacych od osobnikow 70-o letnich?
Pamietaj, ze do utrzymania osob zniedoleznialych lub okaleczonych konieczna jest dobra organizacja spoleczna i spore stale nadwyzki zywnosci.
Tak OT, sadze, ze spora czesc postepu, a przynajmniej podnoszenia jakosci i urozmaicanie roznych wyrobow epoki kamiennej bylo efektem uporczywego udowadniania swojej przydatnosci przez osoby starsze czy niedolezne.
Im ogolny poziom cywilizacyjny, czy raczej wyrafinowanie, wyzsze, tym roznego typu wyroby specjalistyczne byly trudniejsze do zastapienia standardowymi – brzydszymi i mniej funkcjonalnymi.
Zapewne taka slabnaca osoba ciezko kombinowala, co takiego robic, zeby byl popyt na jej wyroby czy uslugi – bardziej luksusowe niz norma.
Do czasu powazniejszego glodu umozliwialo to przezycie.
No pierwszy raz o tym zabijaniu dziewczynek słyszę! tak pośród Eskimosów, jak i ludów Syberyjskich, czy naszych europejskich Lapończyków. Zresztą w grupie niemowląt proporcje płci były równe, a domniemane „wyrównywanie” proporcji płci, wymagało by co najmniej posiadania głównego urzędu statystycznego, który by je nadzorował. To jakiś absurd, zwłaszcza w społeczeństwie które potrzebuje każdych rąk do pracy, a praca kobiet jest nawet ważniejsza dla przetrwania niż mężczyzn.
To jest bardzo znana sprawa, a literatura przedmiotu ogromna. Na początek polecam
MRM Freeman, A Social and Ecologic Analysis of Systematic Female Infanticide Among the Netsilik Eskimo, „American Anthropologist” 73.5, 1971, 1011–1018.
Nie przekonuje mnie. Oczywiście można wyobrazić sobie sytuację zabijania dziewczynek w warunkach w których populacja musi być utrzymywana na stałym poziomie, ale odnoszę wrażenie że uogólnia się tu akcydentalne zdarzenia.
Który konkretnie wniosek Freemana nie jest przekonujący?
Touche :)
Samo zjawisko – trudno wymagać bym „na poczekaniu” odnalazł wymieniony tekst.
Urzekla mnie elegancja riposty Arkadiusza.
Co do zjawiska – tez pozostaje sceptyczny, ale nie znam zrodel i faktow
W kazdym razie wyglada, ze powiela sie stare dane a kolejni badacze cytuja poprzednikow bez znaczacych badan wlasnych (bo i Eskimosi juz nie ci) .
Balikci, Asen. 1970. The Netsilik Eskimo . New York: Natural History Presss. s. 622
glownie za Rasmussen, Knud. 1931. The Netsilik Eskimos, Report of the Fifth Thule Expedition , Volume 8.
Copenhagen: Nordisk Forlag.
Rasmussen, Knud. 1932. Intellectual Culture of the Copper Eskimos, Report of the Fifth Thule
Expedition , Volume 9. Copenhagen: Nordisk Verlag
Oraz za kompilacja Weyer, Edward Moffat. 1962 [1932]. The Eskimo: Their Environment and Folkways . Hamden, CT:
Archen (reprint of Yale University Press 1932 edition).
@krzyztofsf
Dziękuję.
Literatura przedmiotu jest naprawdę obszerna, a choć Eskimosi już nie ci sami, to jednak można używać nowych metod do wcześniej zebranych danych.
Chapman M. (1980), Infanticide and fertility among Eskimos: A computer simulation, American Journal of Physical Anthropology 53(2):317-327.
Po prostu ludzie uwielbiają zachowania stadne i to niezależnie od wykształcenia. To nie tylko kwestia powiedzenia „nie wiem”. Tak łatwo powołac się na argument że przecież wszyscy tak samo myślą/robią natomiast stwierdzenie że jest się baranem w stadzie nie przechodzi przez gardło, mimo że jakże często jedno oznacza drugie.
@glaude, wiem że nie cenisz zbyt wysoko moich postów (słusznie zresztą) ale nie masz racji. Trwała dominacja kobiet jest niemożliwa w dużych społeczeństwach gdyż kobiety nie tworzą hierarchii. Coś takiego to ewentualnie w małych plemionach gdzie hierarchia niepotrzebna, i wcale nie musi być związane z dobrobytem- wręcz przeciwnie. Natomiast w dobrobycie te zjawiska o których piszesz są nietrwałe. Niech no tylko wybuchnie jakaś wojną ogólnoeuropejska a zobaczysz jak szybciutko kobiety pozaszywają się w pieleszach żeby nie ryzykować kulki na froncie.
Nie potrzeba wojen – zawsze Ismen jest więcej niż Antygon
@witek_w11
Przypisujesz mi z góry negatywne nastawienie do Ciebie. To pomyłka- tw błąd.
.
Do tego nie zrozumiałeś najwyraźniej mojego posta.
A o tym, ze kobiety nie tworzą hierarchii sam kiedys na Archeowieściach pisałem przy innym temacie.
Ba, ja nawet uważam, ze są pod tym względem (struktura społeczna) wprost identyczne (no może analogiczne) z samicami bonobo.
Natomiast mężczyźni to toczka w toczkę (w materii hierarchii i porządku społecznego) samce szympansa zwyczajnego.
Czyli tezy rewizjonistów chrześcijańskich o kalce „Wielkiej Macierzy” jaka miała być Matka Boska, można spokojnie włożyć do kosza.
Matriarchat jako system polityczny zawsze wydawał mi się podejrzany, jako system kulturowy…jest do wyobrażenia.
Ale jako materiał dla sztuki…bezcenny!
Matka Boska na sówj sposób miała zastąpić bóstwa kobiece, ale nie wprost. One miały władzę nad mężczyznamy, potrafiły być groźne itp. Ludzie byli przywiązani do kobiet bogów, ich aspektu macierzyńskiego, ale też bali się ich. Nie chcieli się ich wyrzec do końca, ale chrześcijanom nie podobał się władczy aspekt ich osobowości, więc wymyślili sobie boginię matkę na swoją modłę – bezwolną i potulną krowę rozpłodową, służącą i niewolnicę boga-samca.
Jeszcze jedno. Mnie fascynuje przede wszystkim dyskryminacja badaczek/badaczy matriarchatow. To jest fakt. Gimbutas dostala za swoje, przejechano sie po niej rowno. Po Göttner-Abendroth rowniez, po Evansie i Meelarcie przejechano sie zdrowo. Co przezyl Krzak i Szafranski moge sobie tylko wyobrazic. Jak chcialam opublikowac moje tlumaczenie ksiazki Göttner-Abendroth o matriarchatach w pol. Chinach to dostalam odpowiedz, ze pozycja jest niszowa, ze nie, dziekujemy. Znajomosc tematu jest zerowa. Who cares? Ale z kazda znaleziona figurka kobiety z neolitu rozpoczyna sie ten rechot „naukowy” od nowa. He, he, figurka pornograficzna. Mowy nie ma o jakiejs glebszej analizie, o analizie nie tylko diachronistycznej, ale rowniez synchronistycznej. Nikt nie zglebial tematu, ale wszyscy wiedza o co chodzi. I mozna zadawac pytania, no dobrze, zalozmy, ze ludzie neolitu musieli sie „podniecac” figurkami, ale dlaczego na skalach mamy przedstawienia vulvy, dlaczego boginie orientu byly przedstawiane z wyraznie zaznaczonymi genitaliami? Jaki byl sens tego? Dlaczego mamy zapisane teksty skladanych w swiatyni wizerunkow waginy z napisami: „te swieta wagine skladam w podziece bogini takiej a takiej za to i za tamto” ? (kto sobie zyczy, moge udowodnic i udostepnic zrodla) Czy to oznacza, ze te spoleczenstwa byly pornograficzne? Czy to raczej oznacza, ze nasza kultura ma ogromne problemy z interpretacja zjawisk, ktore nie pasuja do naszej (patriarchalno-chrzescijanskiej) koncepcji? Mozemy doskonale przedstawic cala historie rozwoju religijnego kultu kobiecych genitalii, co za bogata historia!, a jednak odpowiedzia jest cisza, albo ten koszmarny rechot od czasu do czasu. Rechot zwalnia od obowiazku myslenia. Poczytajcie Gimbutas, poczytajcie Keela, moze i Rybakowa, moze i Göttner-Abendroth. Obejrzyjcie te wszystkie figury. A potem zameldujcie sie z powrotem i mozemy podyskutowac.
Polecam rowniez lektury o transformacji i zawlaszczaniu starych kultow i bogin w kulturze chrzescijanskiej. Oczy sie otwieraja. Czego zycze wszystkim dyskutujacym, a przede wszystkim tym, ktorzy zajmuja sie archeologia.
A może zaczęlibyśmy od czegoś skromniejszego, na przykład od przeczytania tekstu Macieja Szymkiewicza? A potem możemy podyskutować.
Pzrepraszam, ale fallusy rowniez byly bogato reprezentowane i to zapewne w tych samych czasach i spolecznosciach, co wspomnane rzezby i wizerunki vagin.
Sadze, ze rozne religie i kulty mogly, nawet korzystajac ze zblizonych artefaktow, miec zupelnie inne znaczenie oraz wiazac sie z roznymi grupami „spolecznymi”.
Naprzyklad kojarzenie „lona” z obfitoscia zywnosci moglo nastapic w czasie gdy rozwinelo sie rolnictwo i w zyzna glebe wrzucano nasiona. Wczesniejsze wizerunki nalezace do lowcow mogly klasc nacisk na inne aspekty.
Bzdura – kult Matki Boskiej nie jest kultem pierwszych chrześcijan, jest no kilka setek lat młodszy. Narodził się wtedy gdy boginie świata antycznego były już tylko cieniami – więc o żadnym „zastępowaniu” nie może być mowy.
‘bezwolną i potulną krowę rozpłodową, służącą i niewolnicę boga-samca” – wybacz ale to już idiotyzm.
ależ NIKT tu nie twierdzi że kultów o cechach kobiecych nie było!
Co innego jednak kult waginy a co innego matriarchat!
Z drugiej strony ten „patriarchalno chrześcijański” schemat na pewno nie ma nic wspólnego z nauką co najwyżej z gender studies.
Chwała panu Johannowi Jakobowi Bachofenowi, paniom Jane Ellen Harrison i Marii Gimbutas i wszystkim innym wymienionym za to, że podjęli temat, bo okazało się to solidnym kopniakiem dla innych, którzy niejako zostali zmuszeni do szukania kontrargumentów z korzyścią dla nauki.
Czy kult bogiń musi wskazywać na matriarchalne stosunki społeczne? Wydaje się, że nie. W końcu kult Kybele sięgający korzeniami w bardzo odległą przeszłość (niektórzy głoszą, że sięga on paleolitu) był praktykowany w zdecydowanie patriarchalnych społeczeństwach ludów indoeuropejskich.
Czy są przesłanki wskazujące na istnienie tu i ówdzie społeczeństw matriarchalnych?
Odpowiedzią może tu być inne pytanie: Czy prawdopodobnym jest, by społeczność kultury ceramiki wstęgowej, która uprawiała kanibalizm w Jaskini Dziewiczej konsumując schwytane dzieci i młode panienki, była społecznością patriarchalną? W społeczeństwach patriarchalnych zdobycz w postaci młodej panienki była bardzo ceniona i konsumowana, ale w zgoła inny sposób. Pewne przykłady wyjątkowego traktowania młodych panienek kananejskich przez krwiożerczych Hebrajczyków można znaleźć również w Biblii.
„…wydumane opowieści”… Wszystko w prahistorii, to wydumane, na podstawie materialnych znalezisk, opowieści.
„Kobitki też nieźle potrafią judzić chłopów jednych na drugich”
– Andrzej Kokowski w „Starożytnej Polsce” powołując się na Plutarcha (na stronach 96-97) napisał: „Powtarzano też, że w przypadku tchórzostwa na polu bitwy, wojownik (Cymbryjski) mordowany był bezlitośnie przez towarzyszącą mu zawsze w wyprawie wojennej żonę.”
„Kobiety (Cymbryjki) stały tam na wozach w czarnych sukniach i mordowały uciekających (przed Rzymianami) mężów, braci i synów. Dusiły swe dzieci nieletnie własnymi rękami … po czym same sobie zadawały śmierć.”
„Co do matriarchatu tak jak ja go rozumiem, to są pewne dane przemawiające za nim.
System dziedziczenia i stawania się pełnoprawnym obywatelem w dawnych społeczeństwach po linni matki- jak obecnie u Żydów.”
Semici, jak daleko sięga historia, zawsze żyli w społeczeństwach ortodoksyjnie patriarchalnych. To że za Żyda uznawany jest miszugene (mieszaniec) posiadający matkę Żydówkę i ojca goja bierze się stąd, że macierzyństwo jest zawsze stuprocentowo pewne, a ojcostwo, aż do czasów, kiedy nauczono się wykonywać testy genetyczne, było stuprocentowo niepewne.
„Sadze, ze sam matriarchat mogl sie wytworzyc w sytuacji, gdy panowala duza smiertelnosc mezczyzn (czeste wypadki na polowaniach) i w grupach rodzinnych oraz wiekszych, przez wiele pokolen przewazaly dojrzale, doswiadczone kobiety a mezczyzni gineli w mlodym wieku.”
Rozumujesz patrząc na rzeczywistość z pozycji kogoś, kto żyje w XXI wieku. Kobiety w czasach, kiedy antykoncepcja nie była znana rodziły w swoim życiu do 14 dzieci. Śmiertelność okołopołogowa, aż do połowy XX w. była tak duża, że nawet nadwyżki rodzących się kobiet (109 urodzeń dziewczynek na 100 urodzeń chłopców) nie wyrównywały deficytu kandydatek na żony i chłopcom nie pozostawało nic innego, jak zabijać się na wojnach, lub w pojedynkach, a w ostateczności w pijackich burdach. Pewnym wyjściem z trudnej sytuacji był homoseksualizm, ale dotyczył on również płci nadobnej.
„kobiety nie tworzą hierarchii”
Mam wrażenie, że nigdy nie widziałeś zamieszkującej pod jednym dachem wielopokoleniowej rodziny.
„Sadze, ze sam matriarchat mogl sie wytworzyc w sytuacji, gdy panowala duza smiertelnosc mezczyzn (czeste wypadki na polowaniach) i w grupach rodzinnych oraz wiekszych, przez wiele pokolen przewazaly dojrzale, doswiadczone kobiety a mezczyzni gineli w mlodym wieku.”
Kiedy na polowaniu ginął paleolityczny myśliwy, jego rodzina umierała z głodu.
@ryszardxxxl
Mam wrazenie, ze wlasnie Ty piszesz z perspektywy obecnych czasow, mieszajac do tego w odpowiedzi rozne okresy.
Nie umiejscowilem „swojego” modelu matriarchatu w konkretnym czasie i miejscu. Sadze, ze model pojedynczego mysliwego bedacego jedynym zrodlem pozywienia dla swojej rodziny nie byl regula w gospodarce zbieracko-lowieckiej.
.
Kobiety w czasach, gdy antykoncepcja nie byla znana, zachodzily w ciaze po zakonczeniu laktacji – ktora potrafi trwac i z rok, zwlaszcza, jesli kobieta jako mamka dokarmia inne dzieci. Do tego w grupie musza byc dojzali mezczyzni zdolni do zplaodnienia oraz chetni do kopulacji z „nestorkami”. Nie sadze, zeby porody u kobiet, ktorych dzici przezyly, odbywaly sie czesciej niz co 2-3 lata.
@ryszardxxxl napisał:
„Semici, jak daleko sięga historia, zawsze żyli w społeczeństwach ortodoksyjnie patriarchalnych. To że za Żyda uznawany jest miszugene (mieszaniec) posiadający matkę Żydówkę i ojca goja bierze się stąd, że macierzyństwo jest zawsze stuprocentowo pewne, a ojcostwo, aż do czasów, kiedy nauczono się wykonywać testy genetyczne, było stuprocentowo niepewne.”
.
To twoja interpretacja tego porządku. Dla mnie absolutnie nie jest to oczywiste, a nawet naciągane. A testy genetyczne nie mają nic do tego. Żydzi w dalszym ciągu postępują względem tej sprawy w 100% „olewając” genetykę.
.
.
@ryszardxxxl napisał:
„Śmiertelność okołopołogowa, aż do połowy XX w. była tak duża, że nawet nadwyżki rodzących się kobiet (109 urodzeń dziewczynek na 100 urodzeń chłopców) nie wyrównywały deficytu kandydatek na żony…”
.
Nieprawda. Pierwsze słyszę o takich danych. Jak świat światem to w każej ludzkiej społeczności niezależnie od nacji, wykształcenia, warstwy społecznej, jezyka, kraju rodzi się więcej chłopców niż dziewczynek. Różnie jest to tłumaczone, najczęściej tym, że plemnik XY jest lżęjszy- przez co szybciej się porusza i starcza mu na więcej czasu energii.
Zresztą przewaga mężczyzn utrzymuje się do ok. 35- 45 lat, dopiero potem wśród rówieśników zaznacza się coraz bardziej przewaga kobiet. One też żyją zdecydowanie dłużej i dłużej pozostają sprawne fizycznie i intelektualnie.
.
Motywacji do wojen wśród młodzieży męskiej, jakoby skazanej na zbyt małą liczbę partnerek nawet nie skomentuję. Odsyłam do prymatologii, gdzie mamy do czynienia z podobnymi problemami „wojen” szympansich. Korzenie ludzkiej agresji sięgają bowiem w głąb czasów „małpich”.
.
Kobiety nie tworzą hierarchii w sensie typowo męskim. A zwłaszcza skierowanej na zewnątrz- tzn. podbój i/lub podporządkowanie sobie osobników spoza swojej społeczności. To cecha typowo męska.
Natomiast, tworzą hierarchię wewnętrzną. W obrębie własnej grupy. Przy czym kieruje się ona zupełnie innymi kryteriami niż hierarchia męska.
*plemnik Y oczywiście :)
@ryszardxxxl na litość boską, przecież w tej wielopokoleniowej rodzinie pod jednym dachem hierarchia kobiet jest kalką hierarchii mężczyzn. Kobieta zajmuje taką pozycję jak jej ojciec albo partner. I to faceci rzecz jasna tworzą tą hierarchię, kobiety co najwyżej pilnie przestrzegają męskie ustalenia.
W zasadzie cywilizacja matriarchalna leży u podstaw rozwoju kultury człowieka.To na matkach spoczywa główny ciężar wychowania dzieci w ich wczesnym okresie, zatem to one stanowią główne źródło przekazu wiedzy i kultury… języka, zwyczajów,religii.
Zatem w pewnym sensie możemy nazwać taki model cywilizacją matriarchalną, to też od kondycji kobiet i przyrostu naturalnego kobiet zależy przyrost naturalny całej populacji -zdolność jej odbudowy po kryzysie. Utrata małoletnich dzieci jak i mężczyzn nie będzie tak odczuwalna jak utrata dorosłych kobiet.
Co do wpadek archeologii -kolejny raz można podyskutować o narracji w archeologii :)
Cały czas też archeologię i archeologów oceniamy przez pryzmat odkryć a nie naukowych osiągnięć, także tu na tym blogu :).
„Cały czas też archeologię i archeologów oceniamy przez pryzmat odkryć a nie naukowych osiągnięć, także tu na tym blogu :).”
Ja bym jednak pozostał przy stwierdzeniu, że oceniamy odkrycia, a nie archeologów, którzy je dokonują. W moim odczuciu archeologów dobrze oceniać mogą tylko inni archeolodzy, bo w zasadzie nikt spoza środowiska nie jest w stanie stwierdzić, czy dany archeolog wykonuje swoją pracę dobrze czy nie. Ocenianie archeologów na podstawie odkryć jest moim zdaniem o tyle nieszczęśliwe, że odkrycia w ogromnej mierze zależą od szczęścia. A to może się uśmiechnąć także do słabego archeologa, który spartaczy badania. Przykładów nie będę podawał, ale zapewne wiele osób szybko sobie przypomni takie zdarzenia.
Może nieuważnie czytałem, ale chyba nikt tutaj nie wspomniał o Mosuo?
Wlasnie wspomialam o Mosuo, oprocz Mosuo jest wiele innych grup majacych tradycje matriarchalne. Obok Mosuo zyje wiele grup w pol. zach. Chinach, ktore, przez dominacje Chinczykow Han „zrezygnowalo” ze swojej tradycji. „Musialo” zrezygnowac. To sa Naxi, Bao i Yao. Mamy tradycje Minangkabao w Indonezji. Mamy narody matrriarchalne w pol, Indiach. To powtarza sie w Bhutan, w Mongolii, w Tybecie. Mamy slady matriarchalnych spoleczenstw w poln. Afryce. Mamy dokladne zrodla o matriarchalnych spoleczenstwach w Anatolii. Juz nie wspominam o tradycjach w plemieniach Ameryki poln. i srodkowej. A jeszcze np. taka tradycja krolowej „tawaananna”u Hittytow. Linia wladzy przechodzi przez kobiete. Sladowym echem tej tradycji jest przekazywanie religii przez matke u Zydow. A nie zapominajmy o tradycji Berberow, albo w tradycji Yuchitan w Meksyku. Wielkie, ogromne bogactwo kultur, ktore byly przewaznie ignorowane, lekcewazone i w koncu zdominowane. Podobnie jak lokalne boginie w Europie przez chrzescijanstwo. Jak chcecie poczytac to odsylam do mojej ksiazki ” Trzy kolory Bogini”. :-) Bardzo naiwna i pseudonaukowa pozycja, ale dostarcza wiele interesujacych informacji. :-)
Informujcie sie, poznajcie zrodla! Pan Pastuszka z wielka radoscia wita tekst Szymkiewicza, pod ktorym podpisuje sie drzacymi z przejecia raczkami. Radze najpierw sie zaznajomic ze zrodlami a potem przejsc do dyskusji.
Konkretnie i rzeczowo. Ale jak widze emocje zwyciezaja w tych dyskusjach! Ciekawe, dlaczego?
Jeszcze o pokojowych cywilizacjach. Moze mrzonka, moze nie. Ale prof. Keel stwierdzil, ze te wszystkie kultury na Bliskim Wschodzie, te zdiabolizowane przez Biblie, w zasadzie byly dosyc pokojowe. Nie wadzily nikomu. Kultury, w ktorych oddaje sie czesc wielu bostwom nie sa w zasadzie agresywne ani „zazdrosne” jak ten jeden wybrany bog. Nie maja powodu. Dopiero jak jeden bog zdobywa pierwszenstwo i uwaza sie za najlepszego i nie toleruje innych, wtedy zaczyna sie jatka. Tylko ja, ja, i jeszcze raz ja, a tych innych trzeba zgnoic. Jasne, i ta jatka trwa do dzisiaj. Przeciez mamy te cala masakre monoteizmu dzisiaj, wszystko jedno czy w islamskim, czy chrzescijanskim wydaniu. Wszystkiego najlepszego!
@voivrenoir
„Ale jak widze emocje zwyciezaja w tych dyskusjach!”
Szczerze mówiąc jako nacechowane silnymi emocjami, i to negatywnymi emocjami, odbieram właśnie Pani posty – i nie rozumiem, skąd te emocje się biorą.
Jaka dyskryminacja Gimbutas? Przecież jej teorie na dziesięciolecia zdominowały sposób myślenia o pradziejach.
A co do pokojowego charakteru kultur, w których oddaje się cześć wielu bóstwom – sugerowałbym poczytać, jakie podejście do sąsiadów mieli np. czczący wielu bogów Asyryjczycy albo jaka była polityka zagraniczna politeistycznego Rzymu.
Zgadzam sie, wielu badaczy nie „dostrzeglo” matriarchalnosci Mosuo, jednym z nim byl etnolog Joseph Rock, ktory mieszkal w okolicach jeziora Lugu dosyc dlugo. Mial on kontakty jedynie ze spatriarchalizowana warstwa lokalnej arystokracji. Owszem zauwazyl, ze dzieci nie znaja ojcow, ale podejrzewal, ze ojcowie byli nieobecni, poniewaz sluzyli jako mnisi w klasztorach. Dziwila go rowniez swoboda seksualna ludnosci, ale nie postaral sie o glebsza analize rodzinnych zwiazkow Mosuo.
Eileen Walsh znam osobiscie, spotkalam ja na kongresie Matriarchow w Luksemburgu pare lat temu. Wyglosila tam referat, w ktorym wspominala o niebezpieczenstwie idealizowania matriarchatu mosuanskiego i robienie z niego turystycznej atrakcji.
Nie jestem „zarliwa propagatorka matriarchatu”, jestem natomiast zarliwa propagatorka rzetelnego podejscia do tematu oraz doglebnego zaznajomienia sie ze zrodlami.
Dziekuje za polecona lekture, ksiazke Eller znam. Moge polecic rowniez inna pozycje: Röder, Hummel, Kunz „Götterinnendämerung. Dosyc obszerna pozycja, w ktorej autorki nie dostarczaja znaczacych argumentow przeciwko wnioskom badaczek matriarchatu. Fazit pracy zawiera sie w stwierdzeniu, ze badanie matriarchatow „jest zbedne”, bo i bez tego kobiety uzyskaly rownorzedna pozycje w naszym spoleczenstwie.
Jezeli szuka Pan przykladow historycznych oraz obecnych spoleczenstw matriarchalnych to polecam ksiazki Göttner-Abendroth (Das Matriarchat 1, 2.3), badania C. Meier-Seethaler, prace Chr. Mulack, V. Bennholdt-Thomsen, P. Reeves Sanday, Venceslas Kruta, Gerdy Weiler, Gerdy Lerner, Robbin Dexter i wielu, wielu innych. Rowniez wspomnianego Othmara Keela.
Zaczelam czytac prace Szymkiewicza. Jeszcze raz podkreslam fakt, ze Szymkiewicz zignorowal prace badaczek matriarchatu, wlasnie tej Göttner-Abendroth, ktorej nie ma w zrodlach. A szkoda bo wtedy musialby przedefiniowac pojecie „matriarchatu”. Wedlug G-A „arché” nie oznacza wladzy, ale poczatek. i to jest wazne. „Na poczatku matka. ” Podobnie jak w slowie „archeologia” arché nie oznacza nauki o wladzy, ale o poczatkach, o zrodlach. Ciekawe dlaczego Szymkiewicz nie odniosl sie w pracy do „Matriarchatu” Krzaka? Przeciez to jest pozycja niby zalecana studentom Uniwersytetu Szczecinskiego. :-) Pisze pan: „Problemem samym w sobie jest obszerna publikacja Z. Krzaka, którą oczywiście należy przeczytać, acz krytycznie (z uwagi na błędy metodyczne i merytoryczne), weryfikując zawarte w niej informacje notatkami z wykładu.” Zapewniam, że jest to chyba jedno z najłagodniejszych określeń działalności pana profesora z jakim się spotkałem w środowiskach naukowych :)”. Bibliografia Szymkiewicza jest bardzo jednostronna i nie zawiera zadnych znaczacych prac o matriarchacie – vide wyliczenie na gorze.
Wierze absolutnie ze to najlagodniejsze okreslenie. Znajac atmosfere wokol badaczy/badaczek matriarchatow moge sobie wyobrazic te inne niecenzuralne i jadowite komentarze. Kazda praca naukowa zawiera bledy, wydaje sie, ze tylko badaczkom matriarchatow nie wolno ich popelniac. Polecam ksiazke „Die Diskrimierung der Matriarchatsforschung. Eine moderne Hexenjagd”. Bern 2003. Mozna sie z niej wiele ciekawych rzeczy dowiedziec.
A jeszcze wracajac do tej uparcie powracajacej teorii o figurkach neolitycznych jako pornografii dla mezczyzn. Toz juz ksiadz Henri Breuil ” specjalista od paleolitycznej sztuki”, skomentował wizerunek dwóch nagich kobiet na ścianie jaskini w Le Magdeleine nastepujaco: „Te obrazki zostały tu wyryte, aby uprzyjemnić posiłki paleolitycznemu mężczyźnie”. Sliczne, nie? I w tym duchu „naukowcy” balakali przez wiele lat. Nawet zakladajac, ze wizerunki zostaly wykonane jako playmates, to jak zinterpretujemy podobne wizerunki na ceramice, na scianach domow (domy na palach w okolicach jez. Bodenskiego), na skalach? Czy rzeczywiscie mezczyzni neolityczni byli tak sfrustrowani seksualnie, ze musieli naokolo ryc te waginy i piersi, zeby sie podniecac? I jeszcze do tego na garnkach! Chociaz wiadomo, ze ceramika byla domena kobieca! Wiec te kobiety umieszczajac wizerunki waginy i piersi na garnkach byly prawdopodobnie lesbijkami :-) To sie wszystko kupy nie trzyma. Ale to naukowcow nie obchodzi, grunt, zeby mimo wszystkich ewidentnych danych trzymac sie uparcie teorii, ze patriarchat byl zawsze, dominacja meska jest podstawa kultury ludzkiej i ludzie zawsze zyli w monogamicznych zwiazkach. Tak jak Flintstones :-))) A wszystko inne jest nostalgia i mrzonkami feministek. No przepraszam, zenua totalna…
Ja widzę, że nie potrafi Pani nawet wpisać odpowiedzi tam, gdzie być powinna. Widzę również, ze ma Pani naprawdę jakąś totalną fiksację na punkcie pornografii. Naprawdę tak ciężko pojąć, że przedstawienia pornograficzne to tylko jedno z wyjaśnień. Figurki i inne przedstawienia ludzi wykonywane są od tysięcy lat w różnych celach, w tym również pornograficznych, ale nie tylko – są to zabawki, ozdoby, przedmioty kultowe, itd. Nikt nie twierdzi, że wszystkie figurki kobiet to pornografia. Natomiast Pani radośnie wciska takie twierdzenie w usta wszystkich tych, którzy nie myślą jak Pani.
Po raz kolejny apeluję, by postarała się Pani wreszcie zrozumieć o czym tutaj piszemy. Mało mnie obchodzą definicyjne machinacje Göttner-Abendroth, bo dla archeologii nie mają one żadnego znaczenia – nie istniały bowiem wtedy, gdy hipoteza matriarchatu oddziaływała na interpretację odkryć archeologicznych. A o tym tu piszemy. Współczesna któraś już tam fala zainteresowania matriarchatem tym razem ograniczająca się w zasadzie wyłącznie do środowisk feministycznych, a i to nie wszystkich nie ma już szczęśliwie żadnego wpływu na archeologię.
Notorycznie powołuje się Pani na Göttner-Abendroth. Bardzo mi przykro, ale definiowanie przez Göttner-Abendroth matriarchatu jako w zasadzie wszystkiego co nie jest patriarchatem, to intelektualne oszustwo i w moich oczach dyskwalifikuje tę osobę (zresztą jak widzę jej własny uniwersytet miał wiele lat temu podobne zdanie i zrezygnował z jej usług). Przypomnę, że definicja taka nie jest akceptowana w antropologii. I nie takiej definicji używano, gdy wszystkie znalezione kobiece figurki uznawano za Wielką Boginię, a tak „udowodniony” kultu Wielkiej Bogini za oznakę istnienia matriarchatu, co było totalnym błędem metodologicznym.
A wciskanie mi i naukowcom twierdzeń, że „patriarchat byl zawsze, dominacja meska jest podstawa kultury ludzkiej i ludzie zawsze zyli w monogamicznych zwiazkach” pokazuje jedynie, że do całej sprawy podchodzi Pani szalenie emocjonalnie i nie jest Pani zainteresowana rzeczową dyskusją, a jedynie prowadzeniem tu jakiejś feministycznej krucjaty. W związku z tym kończę ze swojej strony dyskusję, gdyż dalsze jej prowadzeniem jest bezcelowe.
« Wspolczesna, ktoras tam fala zainteresowania matriarchatem, tym razem ograniczajaca sie w zasadzie wylacznie do srodowisk feministycznych a i to nie wszystkich nie ma juz szczesliwie zadnego wplywu na archeologie »
Wishful thinking. Archeologia feministyczna i genderowa rozwija sie dosyc preznie. Margaret Conkey, Gero, Janet Spector i wiele innych wnosza nowe impulsy do archeologii, kobieca perspektywe, oraz brak strachu przed interdyscyplinarnoscia.
O archeologii feministycznej na poczatek w Wikipedia: « Feminist archaeology employs a feminist perspective in interpreting past societies. It often focuses on gender, but also considers gender in tandem with other factors, such as sexuality, race, or class. Feminist archaeology has critiqued the uncritical application of modern, Western norms and values to past societies. It is additionally concerned with the androcentric biases structuring disciplinary norms of archaeology itself, and gender equality within the profession.”
Mozna wiec oczekiwac, ze “szczesliwie” tematyka matriarchatow i historii bogini bedzie nieustannie wracala rowniez w archeologii, chocby z tego prostego powodu ze kobiety (oraz wielu mezczyzn) interesuja sie tymi tematami ,beda je kontynuowaly, stawialy pytania i szukaly odpowiedzi, mimo wyraznego zniecierpliwienia naukowego establiszmentu :-) Jedne badaczki beda wnosily argumenty za, inne przeciw. Na tym polega naukowa debata. Odwrotnie niz na niniejszym blogu. Jezeli wrzuca sie na blog tekst zatytulowany “Matriarchat i Bogini, czyli wielka wpadka archeologii” to trzeba sie liczyc rowniez z glosami krytycznymi. Ale kiedy sie pojawiaja – staja sie niewygodne. Jasne, gdy brakuje argumentow to mozna oponentce imputowac niezdarnosc techniczna (nie potrafi umiescic odpowiedzi tam gdzie trzeba), fiksacje na punkcje pornografii oraz prowadzenie krucjaty. Kazda metoda dobra. Zajmuje sie tematyka boginiczna i matriarchatem od wielu lat, dlatego zdecydowalam sie wejsc na ten blog. Z nadzieja na tworcza wymiane pogladow.
A BTW, jesli chodzi o przedostatnie zdanie Pana wypowiedzi, nie wciskam Panu tego stwierdzenia, ale odnosze sie do postawy wielu badaczy, ktorzy nie sa w stanie zaakceptowac szerszej perspektywy. Np. antropolog prof. Mencwel, ktory stwierdzil beztrosko:
„Twórca malunków z Lascaux był człowiekiem, bo po pierwsze, żył w organizacji społecznej, której jądrem jest rodzina monogamiczna (sic!), po drugie, ma zaświadczoną swą twórczością wyobraźnie symboliczną. Zupełnie jak my.” Chyba prof. Mencwel cieszy sie wielka estyma w swiecie naukowym, i dlatego owo stwierdzenie nie wywolalo dalszej dyskusji. Zupelnie bezkarnie mozna oglaszac podobne bzdury w przekaziorach. Jaka krucjate prowadzi prof. Mencwel? :-) Dlaczego podobne dictum jest przyjmowane za dobra monete, mimo ze nie ma zadnego potwierdzenia w faktach? Rodzina monogamiczna! No przepraszam. Czy archeologia udowodnila istnienie rodziny monogamicznej w czasach gdy artysta/wzglednie artystka dekorowala grote w Lascaux?
Dla rownowagi pozwole sobie zacytowac G. Lerner:
„System patriarchalny jest historycznym konstruktem. Ma początek i będzie miał również koniec. Jego czas się kończy – nie odpowiada bowiem potrzebom mężczyzn i kobiet, a jego nierozerwalne powiązanie z militaryzmem, strukturami hierarchicznymi i rasizmem stanowi bezpośrednie zagrożenie życia na naszej planecie. „
Gerda Lerner, the Creation of Patriarchy, Oxford University Press, 1986.
I w tym duchu vouivrenoire zyczy dalszej owocnej dyskusji.
Taaa… I zapewne dlatego od razu zaczęła Pani w pierwszym komentarzu od wyszydzania wszystkich myślących inaczej.
Tym samym w inicjującym komentarzu (i jak rozumiem mającym zachęcać do „twórczej wymiany poglądów”) wszystkich antropologów i archeologów, którzy nie zgadzają się z poglądami zwolenników matriarchatu, uznała Pani za „tzw. specjalistów” i „pseudonaukowców”, a ich opinie wyszydziła. To rzeczywiście jasno wskazuje na chęć wymiany poglądów.
Mnie też się na dzień dobry dostało. Cytat z Pani pierwszego komentarza:
I cytat z trzeciego komentarza:
A teraz pisze mi Pani, że miała „nadzieję na twórczą wymianę poglądów”. Jeśli w Pani środowisku tak wygląda twórcza wymiana poglądów, to ja bardzo dziękuję, że nie przyszła tu Pani wyszydzać i obrażać mających inne zdanie.
@voivrenoir
„…musieli naokolo ryc te waginy…”
Hmm… wagina to pochwa, prawda? Ciekawi mnie, skąd neolityczni mężczyźni wiedzieli, jak wygląda pochwa – czyżby rozcinali swoje kobiety?
A może chodzi o srom? W takim razie mam też inne pytanie: czyżby słowo srom było tak sromotne, że feministki sromają się go używać?
uzywam terminu waginy, poniewaz jest on powszechnie uzywany w angielskim na okreslenie zewnetrznych genitalii zenskich. Moze niezbyt precyzyjnie, ale jednak. We wszystkich publikacjach angielskich o wizerunkach kobiecych genitalii w neolicie pisze sie o waginie. Jasne, ze termin „srom” mi nie pasuje. That’s it. Na tym koncze dyskusje, poniewaz boje sie, ze gospodarz bloga zarzuci mi dla odmiany fiksacje genitalna. Panu to nie grozi. :-)
Już myślałem, że te wszystkie wypowiedzi to żarliwa i bezkompromisowa walka o NAJPRAWDZIWSZĄ PRAWDĘ, której my maluczcy nie pojmujemy i z której się w żałosnej płytkości naszych miałkich umysłów podśmiewamy, a tu co…? Kryptoreklama. Straciłem wiarę w ludzi….
A jak nazwiemy podawanie linkow do wlasnych publikacji przez Pana?
Kultury prekolumbijskie byly politeistyczne, a stopien agresywnosci, krwawych podbojow itp mialy bardzo duzy.
Sadze, ze poli- czy monoteizma ma malo wspolnego z ekspansywnym nastawieniem.
Z tą oceną faktycznie nie jest łatwo.
Zależy ona od wielu rzeczy. Prawdą jest, że można dokonać ważnego odkrycia niszcząc zabytek, z perspektywy czasu tak właśnie oceniane jest odkrycie Troi przez Schliemanna. Można dokonać też ważnego odkrycia konsekwencją i odpowiednim warsztatem pracy, gdzie kilka lat pracy i to w cale w nie łatwych warunkach wynagrodzone jest trzema niepozornymi zębami. Kiedy indziej można odnaleźć wielką bramę dużego grodziska, w sytuacji kiedy w zasadzie prowadzi się badania w tym właśnie celu, oczywiście można się zastanawiać czy cel zawsze uświęca środki? Tak jak w przypadku Troi. Można też w końcu odkryć coś banalnego i trywialnego, ale poprzez odpowiednią narrację stworzyć w koło tego aurę wyjątkowości i unikatowości.
To prawdą nie jest łatwo ocenić odkrycie, jeszcze trudniej wskazać na osiągniecie. Jeśli archeologia jest nauką powinna być oceniana poprzez osiągnięcia, jako że oceniana jest poprzez odkrycia jej pozycja jest często dewaluowana, przykładem czego są także wpisy prześmiewcze kierowane w stronę archeologów. Sami archeolodzy zresztą także chętnie się temu poddają, koloryzując nadto dokonywane odkrycia,potem się okazuje, że informacje podawane do prasy niekoniecznie będą powielane w publikacji naukowej. O tym mówi też ten tekst.
„Czasami naprawdę lepiej powiedzieć „Nie wiem”, niż snuć wyssane z palca opowieści.”
Dlatego zwróciłem uwagę na różnicę pomiędzy odkryciem a osiągnięciem.To nie jest łatwe, ale warto spróbować głosując na odkrycie roku oceniać je w kategorii osiągnięcia.
Odkrycie zależny nie tylko od szczęścia, ale coraz częściej także od tego jak się go dokonuje, niestety to zależy także od zaplecza i środków jaki jesteśmy wstanie zabezpieczyć na dokonanie tego odkrycia. Niestety też bez tego, coraz trudniej dokonać odkrycia, które będzie równocześnie osiągnięciem.
@inhet42
„Może nieuważnie czytałem, ale chyba nikt tutaj nie wspomniał o Mosuo?”
Chodzi o Mosuo jako produkt mający przyciągać turystów? Jeśli kogoś to interesuje, może się skontaktować z ER Walsh:
http://sydney.edu.au/arts/asian_studies/staff/eileen_walsh.shtml
do końca nie wiem dlaczego, ale czytając komentarze, przyszła mi do głowy książka Doris Lessing Szczelina
zwiedzam sobie blogosfere od niedawna i w oceanie roznej jakosci blogow archeowiesci sa prawdziwym rodzynkiem! Ta notka jest szczegolnie ciekawa poniewaz poddaje krytyce wrazliwy (jak widac w komentarzach) temat. Zaczalem zastanawiac sie czy tematem sporu nie staly sie slowa. Zastanowily mnie dwie sprzeczne opinie osob, ktore wnioskujac z tresci komentarzy wydaja sie obeznane z tematem, odnosnie „matriarchalnosci” Mosuo. To w koncu jest matriarchalny czy nie? Zajrzalem do wikipedii, aby przeczytac troche wiecej o Mosuo, aby w koncu sprawdzic co dokladnie oznacza termin „matriarchat”.
Jako pierwsze narzuca sie rozumienie, jako patriachatu a rebours. W takim sensie faktycznie Mosuo nie jest matriarchatem. Tylko czy to jedyne albo inaczej: najlepsze rozumienie matriarchatu? W wiki znalazlem rowniez: „Matriarchy can be understood as the public formation, in which woman occupies ruling position in a family (a primary cell of society)”. Czy w takim wypadku Mosuo mogloby byc matriarchalne? („While they have aspects of a matriarchal culture, in that women are, in many households, the head of the house; property is passed through the female line; and women tend to make the business decisions; yet political power tends to be in the hands of males, which disqualifies them as a true matriarchy.” Przypomne truizm, że w patriarchalnych systemach zdarzalo sie, ze polityczna wladze sprawowala kobieta.)
Doszedlem do przekonania, ze zdefiniowanie terminu „matriarchat” na bazie treści pojecia „patriarchat” (jako przeciwienstwo czy opozycja) jest przeciez dokonane z meskiego (patriarchalnego) punktu widzenia! Dlaczego kobiety tworzace system spoleczny musza byc zwiazane meskim sposobem myslenia i koniecznie tworzyc cos przeciwnego? Kobiety moga stworzyc _inny_ system spoleczny. Brak dominacji mezczyzn nie musi automatycznie oznaczac totalnej dominacji kobiet. Nie musi rowniez oznaczac, ze mezczyzni sa wykluczeni z wykonywania pewnych zadan do, ktorych sa lepiej przystosowani (lub ktore bardziej lubia:). Poza tym wladza rozumiana przez mezczyzne i kobiete to moga byc dwie zupelnie rozne sprawy…
Konczac dlugasny komentarz: byc moze w takim razie lepiej zredefiniowac pojecie (znowu wiki: „Göttner-Abendroth defines „Modern Matriarchal Studies” as the „investigation and presentation of non-patriarchal societies”, effectively defining „matriarchy” as „non-patriarchy”"). Moze lepiej oddac pola i nie kruszyc kopi (z jednym „i” jakos glupio wyglada) o definicje, tylko przyznac, ze jest to teoretyczna konstrukcja, a lepszym terminem jest np.: matrifocal. A moze jeszcze lepiej przesunac os w kierunku androcentryzm/gynocentryzm ? Czy obroncy i przeciwnicy teorii matriarchatu, aby na pewno maja to samo na mysli?
pozdrawiam
Sebastian
P.S. Zgadzam sie, ze matrylinearnosc nie musi sie wiazac z matriarchatem (moze wynikac z innych uwarunkowan)
P.P.S. Istnienie matriarchatu (tak czy inaczej definiowanego) nie musi od razu wskazywac na istnienie globalnej cywilizacji czy kultu. Rzeczywiscie krytykowani badacze wyciagali dalego idace wnioski z ograniczonych zrodel. Nie jestem ekspertem z archeologii, ale czy spora ilosc innych teorii nie jest podobnie budowana? Zgadzam sie z Autorem, ze czasami lepiej powiedziec „nie wiem” i po prostu podkreslic wage konkretnych odkryc i ich znaczenia. Zamiast tworzyc opozycje w postaci bieli, czasami lepiej wskazac, ze w czerni odnalezc mozna odcienie szarosci.
Całej tej gorącej i namiętnej dyskusji mogłoby nie być, gdyby nie małe nieporozumienie, które wynika z tego, że wielu sądzi, tak jak jeden z dyskutantów, iż
… „Zarówno kobiety, jak i mężczyźni to dla mnie dwa odmienne „gatunki…”
Fakty zaś są takie:
Mężczyzna = bezproduktywny truteń, niezdolny do egzystencji dłuższej, niż jedno pokolenie.
Kobieta = bezproduktywny truteń, niezdolny do egzystencji dłuższej, niż jedno pokolenie.
Kobieta + mężczyzna = CZŁOWIEK, czyli gatunek zdolny do egzystencji sięgającej milionów lat.
Jedyną naturalną grupą społeczną jest rodzina.
W naszym otoczeniu widzimy rodziny PATRIARCHALNE, to znaczy rodziny, w których leniwy mężczyzna bije SWOJĄ kobietę i molestuje córki, ponadto pozbawia resztę rodziny wypracowanych przez nią środków do życia przeznaczając je na alkoholowe uciechy.
Równie często występują rodziny MATRIARCHALNE, to znaczy rodziny, w których KOBIETA bije SWOJEGO chłopa, czasem znęca się nad nim w bardziej subtelny sposób podając publicznie w wątpliwość jego męskość, pozbawia też rodzinę wypracowanych przez męża środków do życia, przeznaczając je na zabiegi upiększające, których efektem jest to, że bez nich, to znaczy wczesnym rankiem wygląda jak maszkaron, co jest podstawową przyczyną JEGO niemocy.
W większości mamy jednak do czynienia z NORMALNYMI RODZINAMI, lecz z uwagi na to, że są one niemedialne (media najchętniej żywią się padliną), niewiele o nich wiemy.
Mimo, że Polacy, zwłaszcza średniowieczni Polacy tworzyli zdaniem historyków społeczeństwo patriarchalne, to tworzyły je NORMALNE RODZINY, w których kochający mąż nie wstydził się typowo kobiecych zajęć, co można przeczytać w najstarszym polskim zdaniu zapisanym około 1270 roku na Śląsku w tzw. księdze henrykowskiej: Day, ut ia pobrusa, a ti poziwai (brzmienie oryginalne: „Daj, uć ja pobrusza, a ti pocziwaj” – współczesny polski: „Daj, niech ja pomielę, a ty odpoczywaj” lub „Pozwól, że ja będę mełł, a ty odpocznij”).
Pewne nieskażone ideologią spojrzenie na ten temat zawiera poniższy cytat.
„kobieta jak i mężczyzna, to tylko dwie skrajnie różne, ale nierozłączne połowy tego samego gatunku, a to jakie miejsce w społeczeństwie zajmują kobiety ma ścisły związek z typem prowadzonej przez daną społeczność gospodarki. O ile obecnie wiele zawodów uznawanych dawniej za męskie może być, a więc jest wykonywana przez kobiety, to zawody wymagające dużego wysiłku fizycznego lub szczególnie niebezpieczne są i nadal będą wykonywane przez mężczyzn, a wyjątkowo tylko przez te kobiety, które świadomie zrezygnują z macierzyństwa. Wszelkie przesądy w tej materii są spowodowane tym, że twórczynie feministycznej ideologii wywodziły się spośród tak zwanych wyższych sfer, wśród których zawody wymagające dużego wysiłku fizycznego i niebezpieczne nie były wykonywane. Kobietom z nizin społecznych tego typu poglądy są w większości obce. Sprawy związane z przejściem od matriarchalnego do patriarchalnego systemu społecznego zostały omówione wcześniej. Dodać tylko należy, że w przeszłości występowały wyjątki w tej materii. Przykładem tego może być wysoka pozycja kobiet w społecznościach pasterskich plemion sarmackich. Dla pełnego wyjaśnienia kwestii spornych trzeba cofnąć się do okresu paleolitu, kiedy to dominowała gospodarka zbieracko-łowiecka. Szukając analogii w czasach współczesnych trudno sobie wyobrazić udział w polowaniu na niekoniecznie grubego i niebezpiecznego zwierza buszmeńskich kobiet na pustyni Kalahari, bowiem polowania te wymagają odbywania w pogoni za zranioną zwierzyną biegów długodystansowych. Możliwości rozrodcze gatunku ludzkiego są dostosowane do tego by mimo bardzo wysokiej śmiertelności zarówno nowo narodzonych niemowląt jak i dorosłych zapewnić gatunkowi przetrwanie. W tych warunkach dojrzałe kobiety są wśród ludów prymitywnych albo ciężarne, albo karmiące (nowoczesne metody antykoncepcji są im obce), co czyni je niezdolnymi do tego typu ryzykownych działań. Sytuacja zaczęła się zmieniać w epoce mezolitu, a zwłaszcza neolitu, kiedy to podstawę wyżywienia zaczął stanowić pokarm pozyskiwany w mniej ryzykowny sposób, to znaczy w drodze zbieractwa, a potem świadomej produkcji. W warunkach wymagającej dużej cierpliwości kopieniaczej uprawy roślin najwyższy udział w produkcji żywności miały już kobiety. W miarę wzrostu liczby ludności malała liczba intensywnie trzebionej zwierzyny łownej. Było to główną przyczyną dla której leniwi z natury mężczyźni byli zmuszeni w znacznie większym stopniu, niż dotąd, brać udział w zajęciach związanych z uprawą roli, co niemal natychmiast zaowocowało szeregiem wynalazków, które znacznie ułatwiały prace polowe. Do takich przełomowych wynalazków należało użycie przy uprawie ziemi zwierząt pociągowych, dzięki którym można było uprawiać znacznie większe obszary, lecz tego typu uprawa stawała się zbyt niebezpieczna dla kobiet i ich rola w procesie produkcji żywności uległa ponownie zmniejszeniu, lecz nie została wyeliminowana całkowicie. Najbardziej zmniejszyła się rola kobiet w procesie pozyskiwania żywności w społecznościach prowadzących koczowniczą gospodarkę pasterską, co sprzyjało ukształtowaniu się patriarchalnych stosunków społecznych. Takimi społecznościami o skrajnie patriarchalnej organizacji społecznej były ludy semickie, ludy indoeuropejskie i ludy Bantu. Wyjątki stanowiły społeczności Hotentotów, wśród których mimo panujących stosunków patriarchalnych kobiety zachowały prawo do posiadania własnych krów i inne przywileje oraz azjatycki odłam ludu Scytów, czyli Sarmaci, których kobiety jeździły konno i na równi z mężczyznami brały udział w polowaniach i walkach (grecki mit o Amazonkach). Ortodoksyjne stosunki patriarchalne wśród Indoeuropejczyków ulegały znacznemu złagodzeniu wszędzie tam, gdzie pasterze zaczynali prowadzić osiadły lub na pół osiadły tryb życia. Być może na skutek kontaktów z ludami osiadłymi Iranu i Anatolii najważniejszym bóstwem patriarchalnego społeczeństwa Scytów była bogini matka o imieniu Api pani ognia i zwierząt, gdyż wśród pozostałych ludów Indoeuropejskich bóstwa żeńskie odgrywały znacznie mniejszą rolę, a związany z kultem żeńskich bóstw kult falliczny był potępiony.”
„Całej tej gorącej i namiętnej dyskusji mogłoby nie być, gdyby nie małe nieporozumienie, które wynika z tego, że wielu sądzi, tak jak jeden z dyskutantów…”
.
To ja tak uważam ryszardxxxl. Napisz to po imieniu, a nie ogólnikowo- i nie obuwaj w te poglądy innych. To raz.
.
Dwa- to cała twoja „twórczość” jak śledzę ja na tym blogu (na ile mi czas pozwala) opiera się często na przestarzałych danych. Karmisz nas (Userów) tymi „newsami” z pozycji belfra i ja mam już dość czytania podobnych staroci. Ja zarzuciłem Ci w twoim poscie konkretną nieprawdę i ją udowodniłem.
.
Jeśli zarzucasz mi nieprawdę, albo brak dowodów- napisz konkretnie co. Wtedy dyskusja może przybrać konkretne ramy. Zaznaczam jednak, ze interesuje mnie multidyscyplinarność (w tym etologia), a nie tylko zapiski historyków na przestrzeni dziejów (którzy nie byli nawet psychologami czy socjologami).
.
Żeby przystąpić do jakiejkolwiek dyskusji zapoznaj się ze strukturami społecznymi u bonobo i szympansa zwyczajnego. Bo ja matriarchat pojmuję właśnie z pozycji szympansów bonobo, a nie jako anty-patriarchat.
.
P.S.
Najlepsze życzenia noworoczne dla wszystkich.
Niby tak, ale jednak cos tu sie nie zgadza. „W tych warunkach dojrzałe kobiety są wśród ludów prymitywnych albo ciężarne, albo karmiące (nowoczesne metody antykoncepcji są im obce), co czyni je niezdolnymi do tego typu ryzykownych działań. ” Nowoczesne metody antykoncepcji mogly im byc obce, ale za to mialy naturalne srodki antykoncepcyjne, ktorych historia siega tysiecy lat. To fakt. Oprocz tego w owych spoleczenstwach istnialy starsze kobiety, starsi mezczyzni, starsze dzieci i cala ta spolecznosc mogla swobodnie przejac obowiazki baby sitter :-) Rowniez w obecnych tzw. naturalnych kulturach matki nie sa uwiazane macierzynstwem, opiekunczosc rozklada sie na cale spoleczenstwo. A potem, nagle, woooms!, mamy Sarmatow, gdzie kobiety jezdzily konno, braly udzial w polowaniach i walkach. To jak? przestaly rodzic? Mordowaly dzieciatka? Ta teoria o tych bezradnych kobietach w starych kulturach, ktore byly skazane na pasywnosc, bo albo z dzieckiem w ramionach, albo w lonie, wiecznie rodzace i karmiace nie za bardzo sie zgadza. Jesli chodzi o wysilek fizyczny, to moge zacytowac mnostwo zrodel, ktore dowodza, ze kobiety wykonywaly czasami powazniejsze fizyczne prace niz mezczyzni. Jezeli ktokolwiek widzial jakie ciezary nosza kobiety w Nepalu, Indiach, Tybecie przez setki kilometrow po gorach i w ciezkich warunkach atmosferycznych to moze sie tylko wzruszyc ramionami na powyzsze teorie. Podejrzewam ze jedynym okresem, kiedy kobiety zostaly uznane za delikatne i niezdolne do wysilku jest okres wiktorianski. Od samego poczatku historii czlowieka zasuwaly ostro, czy mialy dzieci czy nie. Wystarczy zaznajomic sie z realnym zyciem kobiet w Afryce, ktore odwalaja gigantyczna fizyczna robote. Ktorej mezczyzni sie nie podejmuja, z lenistwa, albo z tradycji.
Mezczyzna jest predysponowany fizjologicznie do duzych, krotkotrwalych wysilkow, a kobieta bardziej do prac „wytrzymalosciowych”. I pod to w wiekszosci spoleczenstw dokonywany jest podzial pracy.
Przy czym mezczyzna moze przejsc do zmudnej , wytrzymalosciowej pracy, a wiekszosc kobiet nie przejmie jego roli wykonujac prace wymagajace zrywow fizycznych.
.
Ogolnie tresc artykulu z ktorym Pani sie nie zgadza, sprowadza sie do tego, ze dokonano pewnej nadinterpretacji prowadzacej do podawania jako pewnik istnienie masowego uniwersalnego kultu powiazanego z matriarchatem.
Figurki mogly miec naprawde rozne przeznaczenie – moze np. spelnialy role pierscionkow zareczynowych wreczanych wybrance, ktora wybierajac sposrod kilku figurek wskazywala, ktory kandydat jej odpowiada?
Kilka razy podawalem tutaj przyklad metalowych plytek z In Post, dociazajacych przesylki. Za kilka tysiecy lat archeolodzy analizujacy nasze pozostalosci, nie maja szans poprawnie zinterpertowac przeznaczenia tych licznie wystepujacych drobiazgow.
Zacytowany w moim komentarzu tekst jest, jak większość domniemań w dziedzinie prahistorii jeszcze jedną, niepozbawioną logiki spekulacją. Takich spekulacji dokonuje się szukając analogii wśród żyjących jeszcze dziś ludów prymitywnych, n. p. Buszmenów.
Za prawdziwością faktów dotyczących znacznego zaangażowania mężczyzn w polowaniach na grubego zwierza świadczą jednak niezbite dowody.
Jednym z nich jest obraz znalezionych praludzkich kości długich. Znalezione kości osobników płci męskiej wykazują obraz choroby typowej dla ludzi, którzy konsumują witaminę A w nadmiarze. Taką bombą witaminową jest surowa wątroba. Surową wątrobę, jeszcze ciepłą zjadał i ciągle jeszcze zjada ten człowiek który zwierza upolował.
Drugim, niezbitym faktem jest procent osobników dotkniętych daltonizmem. O ile wśród kobiet daltonizm dotyczy około 1,5% populacji, to wśród mężczyzn występuje on u 15% osobników.
Upośledzenie widzenia barw jest u daltonistów rekompensowane większą ostrością widzenia i lepszym widzeniem nocnym, co w przypadku łowców jest nie bez znaczenia.
Dla prawidłowego widzenia po zmroku niezbędna jest witamina A. Osoby z jej niedostatkiem cierpią na kurzą ślepotę. Konsumowanie surowej wątroby przez najlepszych łowców, było premią dzięki której zachowywali oni swe ponadprzeciętne zdolności zapewniając grupie większe szanse na przeżycie. Choroba kości, to skutek uboczny przedawkowania tego rodzaju pożywienia.
Nie trzeba sięgać do egzotycznych przykładów na prawdziwość Pani twierdzenia:
„ktore dowodza, ze kobiety wykonywaly czasami powazniejsze fizyczne prace niz mężczyźni”,
bowiem dla ludzi urodzonych przed półwiekiem, którzy mieli okazję być w ZSRR nie jest tajemnicą, że o ile radzieccy mężczyźni zajmowali się głównie polityką, administracją, służbą w GRU, KGB, Sowietskoj Armii (CA), milicji i OMON, to ich miejsce na wielkich budowach socjalizmu i w kołchozach zajmowały kobiety wykonujące ciężkie prace fizyczne.
Niebezpieczeństwo, jakie niesie kobietom wykonywanie pewnych typowo męskich zajęć widziałem na własne oczy. Pewna dolnośląska kołchoźnica z obawy o utratę mężowskich zarobków postanowiła zastąpić go w czasie jego choroby przy karmieniu byków. Aby podać bykom karmę trzeba było wejść między nie. Byki były starannie uwiązane, jednak kiedy owa pani znalazła się między nimi, zwierzęta zaczęły się do siebie zbliżać bokami i tak ścisnęły nieszczęsną niewiastę, że ta straciła oddech i przytomność. Uratowali ją inni pracownicy, mężczyźni, przy użyciu względem byków brutalnej siły połączonej z bezwzględną przemocą.
Myli pani również pojęcie „kobieta” z pojęciem „dama”. W okresie wiktoriańskim „damy” zostały uznane za niezdolne do fizycznego wysiłku, lecz „kobiety” i ich dzieci były wykorzystywane przez kilkanaście godzin dziennie do pracy w kopalniach, zakładach włókienniczych i jako służba domowa. To wiktoriańskie damy zapoczątkowały, nie pytając o zdanie kobiet z gminu, ruch feministyczny. Dzisiejsze feministki, czyli damy, które nigdy nie zakosztowały pracy fizycznej, (za wyjątkiem wysiłku, jaki niesie za sobą chodzenie w szpilkach) proponując zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn również nie pytają o zdanie łódzkich, czy andrychowskich kobiet zatrudnionych przez osiem godzin dziennie przy obsłudze sześciu krosien każda jednocześnie.
Nie mam zastrzeżeń co do niesprawiedliwości płacowej, ale zanim zacznie się mówić o równym dostępie do wszystkich zawodów trzeba zapytać fizjologów n. p. o to, jaki jest wpływ wibracji i przeciążeń na przebieg ciąży i zdrowie płodu? Fizjolodzy, niezależnie od płci, nie mają również wątpliwości, co do tego, że konstrukcja żeńskiej miednicy nie wskazuje na to, by zmuszanie płci nadobnej do wykonywania pracy w wymuszonej pozycji stojącej było najlepszym dla jej zdrowia rozwiązaniem.
Wydaje mi się, że prymitywni łowcy i ich kobiety wykazywali się znacznie większą dozą zdrowego rozsądku niż współczesne damy (nie mylić z kobietami) i ich adwersarze, czyli wyleniali i rachityczni supermeni zza biurka typu „zadbanego” żelowatego maczo (macho).
@voivrenoir napisała:
„Wystarczy zaznajomic sie z realnym zyciem kobiet w Afryce, ktore odwalaja gigantyczna fizyczna robote. Ktorej mezczyzni sie nie podejmuja, z lenistwa, albo z tradycji.”
.
Nie zgadzam się z tym. Tzn. nie kwestionuję ciężkiej fizycznej pracy kobiet w przeszłości i obecnie, natomiast co do mężczyzn sprawa nie przedstawia się tak prosto.
Mężczyzna potrafi ciężej i wydajniej pracować niż kobieta jeśli ma z tego korzyść. Ba, potrafi nawet ryzykować życie dla korzyści materialnych, jeśli mu się to opłaci. Kobieta tego nie zrobi- odda życie za dzieci, ale nie dla korzyści materialnych! Mężczyzna robi różne, nawet pozornie dla kobiety nie dające korzyści rzeczy, które mogą spowodować jego poważny uraz lub śmierć.
Po co? Bo przez to staje w hierarchii wyżej niż inni mężczyźni, którzy nie dokonali tego co on!!!
Jeśli podejmowane działanie jest oprócz niebezpieczeństwa zyskowne- motywacja dla mężczyzny (młodego) jest podwójna. Kropka.
.
Sama pewnie teraz przyznasz, że z punktu widzenia mężczyzny podejmowanie prac/ działań „bez adrenaliny”, do tego mało płatnych nie leży w męskiej naturze. tak to się kręci.
.
.
I znów o wydajności ciężkich prac fizycznych. To mężczyźni od kiedy zaczęto budować są podtawą (mimo coraz lepszych maszyn) w pracach budowlanych. Mogą dźwigać wielkie ciężary, robić to względnie szybko i długo, nie dbając przy tym o wygląd (co zmniejsza wydajność)- czyli czy się skaleczy, obetrze, ubrudzi itp.
To facet chętnie i najokrutniej jak będzie umiał zabije wroga na wojnie, biegając z karabinem nawet cały dzień bez jedzenia i picia- ani przez chwilę nie myśląc o żonie i dzieciach.
@ryszardxxxl
„dojrzałe kobiety są wśród ludów prymitywnych albo ciężarne, albo karmiące (nowoczesne metody antykoncepcji są im obce), co czyni je niezdolnymi do tego typu ryzykownych działań”
Myślę, że to nie jest takie proste, niektóre kobiety nie przyjmują tego do wiadomości. Taka na przykład Freydís Eiríksdóttir, kiedy doszło do potyczki Normanów ze Skraelingami, z powodu zaawansowanej ciąży nie mogła uciekać tak szybko, jak mężczyźni, więc wzięła miecz i sama zmusiła Skraelingów do ucieczki. Jeśli oczywiście uwierzymy autorowi sagi :D
Znam kilka kobiet podobnych do Freydís, ale na szczęście zdecydowana większość jest rozsądniejsza i ryzykowne zadania wykonuję rękoma swoich mężczyzn…
@voivrenoir
Zobaczyłem oczami duszy, jak kobiety biorą udział w pościgu za mamutem, a za nią biegną starsze dzieci i starsi mężczyźni z niemowlętami na rękach, żeby mogły być w czasie przerwy nakarmione. Mamut oczywiście współpracuje i pasie się w czasie karmienia obok, może nawet buja maluchy na trąbie?
Jeśli chodzi o naturalne metody antykoncepcji, to znam jedną bardzo skuteczną i powszechnie stosowaną w pradziejach. Wystarczy głodować przez jakiś czas.
Co do uczestnictwa kobiet w polowaniach: Polowanie na mamuty, podobnie jak na inne duze zwierzeta, jest zadaniem wymagajacym wysilku CALEJ grupy, bez wzgledu na plec.
Technika polowania nie polegala bowiem na bieganiu po lesie za zwierzeciem i rzucania w niego dzidami :-), (to byloby nieefektywne i pochlanialoby za duzo energii) ale na przygotowywaniu dolow, zastawiania zasadzek z sieci. Produkcja sieci mogla byc, i najprawdopodobnie byla, domena kobiet. To jedno. Tego rodzaju polowania na grubego zwierza zdarzaly sie okazjonalnie wsrod mysliwych/zbieraczy. Badacze udowodnili, ze wiekszosc pozywienia w neolicie stanowily mniejsze zwierzeta, skorupiaki, ryby, korzenie, klacza, owoce, orzechy itd. A do zdobycia takiego pozywienia ogromne muskuly nie sa konieczne.
Dowody na partycypacje kobiet u wspolczesnych hunters/gatherers w polowaniu sa liczne:
Christopher Tilley: „An Ethnography of the Neolithic. Early prehistoric societies…” 2003
„among the Agta of the Philippines not only do women hunt, but pregnant women do also (Griffin & Griffin 1981)
Pigmeje Mbuti w ekwatorialnej Afryce (Turnbull 1981): „the women…frequently give birth on hunting expeditions and then remain secluded with the child for no more than a week before resuming normal activities”. Jest wiele innych zrodel, ktore swiadcza o pelnym uczestnictwie kobiet w polowaniach.
Tilley reasumuje: „On the basis of such evidence it is possible to argue that both men and women hunted and gathered and were responsible for childcare and education. Gender inequalities in terms of roles, status, prestige and power were not pronounced and same-sex and cross-sex relationships were essentially egalitarian. „
Mam apel do Pani jeśli posługuje się Pani językiem polskim to bardzo proszę o nie używanie wstawek z angielskiego. Prymitywne leniuchy (mężczyźni) i zdolne do czynów wszelakich (kobiety) posługujące się piękną polską mową potrafią użyć poprawnie terminów zbieracz, łowca, opiekunka do dzieci chyba te terminy nie są aż tak odrażające jak srom. Ta fascynacja anglojęzycznym wspaniałym zachodem powoduje u mnie torsje…
Być może u podłoża leży fascynacja ale feministki w ogóle mają taki tryb narracji (zupełnie jakbym czytał Zadrę) i podejrzewam że analogicznie rozmawiają w realu. To u nich po prostu środowiskowe.
@Arkadiusz Sołtysiak z całym szacunkiem ale wyśmiewając się z kobiet polujących na mamuta sam spychasz swoją wypowiedź do poziomu który zaprezentowała adwersarka a może nawet do poziomu onetowego (podobnie jak z tym że większość kobiet „na szczęście” wykonuje ryzykowne działania przy użyciu meżczyzn). Gdybym miał również odpowiedzieć po onetowemu to wszedłbym w domysły preferencji seksualnych które determinują wypowiedzi mężczyzn na temat kobiet ale spróbuję zapytać po Twojemu: byłeś tam? potrafisz podać literaturę do polowań mamucich? badałeś takie stanowiska i stwierdziłeś że to mężczyźni polowali?
.
Wszystkiego dobrego w nowym roku.
Nic na to nie poradzę, ta dyskusja sprowadziła mnie do parteru. A nawet poniżej, kiedy dowiedziałem się, że łowcy-zbieracze w neolicie jedli głównie „mniejsze zwierzęta, skorupiaki, ryby, korzenie, kłącza, owoce, orzechy itd.” Upadłem tak nisko, że już nie dosięgam klawiatury…..
Natomiast jeśli ktoś interesuje się podziałem ról w dawnych populacjach, to jest oczywiście spora literatura przedmiotu -> takie rzeczy można badać, jeśli dysponujemy odpowiednio liczebnymi zbiorami szkieletów kobiet i mężczyzn. Na przykład:
DW Frayer 198o, Sexual dimorphism and cultural evolution in the Late Pleistocene and Holocene of Europe, „Journal of Human Evolution” 9.5, 399-415. /to w kontekście polowań na mamuty…/
V Eshed et al. 2oo3, Musculoskeletal stress markers in Natufian hunter-gatherers and Neolithic farmers in the Levant: the upper limb, „American Journal of Physical Anthropology” 123.4, 3o3-315 /o zmianie wzorców aktywności kobiet i mężczyzn podczas schyłkowego paleolitu i wczesnego neolitu/
A jeśli ktoś jest zainteresowany metodyką takich badań, to:
T Molleson, 2oo7, A method for the study of activity related skeletal morphologies, „Bioarchaeology of the Near East” 1, 5-33.
Calkowita masakra: jednemu dyskutantowi jest niedobrze, drugi nie moze po upadku siegnac klawiatury. A sprawa jest prosta: podstawe wyzywienia ludnosci lowcow /zbieraczy dostarczali zbieracze – ok. 80%. Traditional Peoples Today: Continuity and Change in the Modern World by Göran Burenhult. Niedawno na tym blogu zdementowano rowniez hipoteze, wedlug ktorej Neandertalczycy mieli sie glownie odzywiac miesem. Vouivrenoire.
„podstawe wyzywienia ludnosci lowcow /zbieraczy dostarczali zbieracze – ok. 80%. Traditional Peoples Today: Continuity and Change in the Modern World by Göran Burenhult.”
A nie jest czasem tak, że Burenhult pisze nie tyle około 80%, ile do 80%, i odnosi to do społeczeństw bardziej współczesnych, a nie neolitycznych?
To jeszcze ja cos dorzuce do tej dyskusji. Chociaz, nie jestem pewnien czy ktos juz tego nie napisal powyzej, poniewaz niektore komentarze czytalem dosc pobierznie z powodu duzej ilosci.
Spoleczestwa przed neolityczne, to luzno powiazane ze soba grupy lowcow i zbieraczy, tzw. wspolnota pierwotna… taki prymitywny komunizm, gdzie wszystko jest wspolne, nie ma prywatnej wlasnosci, wlacznie z posiadaniem kobiety na wlasnosc, panuje swoboda seksualna w obrebie spolecznosci lub rodziny. Najwazniejszymi dziedzinami zycia sa te zapewniajace pozywienie, zaspokajajace potrzeby duchowe i na koniec te, ktore zapewniaja przetrwanie. Ta ostatania jest najwazniejsza, zalezna od kobiet, wiec jakby samorzutnie kobieta w tak prymitywnej spolecznosci, od ktorej zelazy trwanie tejze, staje sie najwazniejsza jednostka.
Jakiś dowód na to, że tak było??
Ta wypowiedź trąci wegetarianizmem. To jest podstawowy powód, dla którego przygotowanie posiłków należy uznać za tak odpowiedzialną czynność, by nie powierzać jej większości kobiet.
Faktycznie do 80% żywności w społeczeństwach okresu mezolitu pozyskiwano metodą zbieractwa, lecz w większości były to larwy owadów, mięczaki, skorupiaki, jaja, pisklęta, ryby i. t. p. istoty ze świata zwierząt, a to wszystko z uwagi na to, że wielkie ssaki stadne odeszły na północ. Wraz z nimi odeszli ci ludzie dla których owoce zbieractwa były niejadalne.
Na koniec pytanie, czy matka natura jest aż tak rozrzutna by osobnika płci męskiej, którego rola sprowadza się pani zdaniem do czynności rozpłodowych obdarowywać większym od kobiecego cielskiem? Przecież w takim wypadku mogłaby ograniczyć się do proporcji typowych dla świata robaków n. p. owsików.
Do yugo: prosze rzucic okiem na prace Szymkiewicza, w ktorej cytaty angielskie nie sa tlumaczone. Wypowiedz ” Ta fascynacja anglojęzycznym wspaniałym zachodem powoduje u mnie torsje…” swiadczy o sporych kompleksach.
Droga Pani mam nieodparte wrażenie, że to Pani ma właśnie kompleks na punkcie płci i za wszelka cenę chce Pani udowodnić wyższość płci żeńskiej nad męską. Przypomina to trochę udowadnianie wyższości świąt bożego narodzenia nad wielkanocą, czymś innym jest cytowanie wyjątków z tekstu anglojęzycznego a czymś innym używanie słów obcojęzycznych w sytuacji, gdy mają one polskie odpowiedniki. Zresztą wyraźnie to napisałem, wracając do kompleksów to zdaje się Pani ma kompleks bycia Polką , życia w kraju zacofanym gdzie „opacznie” rozumie się poprawność myślenia…
Pomijajac reszte wypowiedzi (jest OK :) ), to chcialbym zwrocic uwage, ze Kosciol jednak jednoznacznie uznaje Swieta Wielkanocne za wazniejsze, zawierajace kwintesencje chrzescijanstwa (zmartwychwstanie).
W latach 70-ych jeden z satyrycznych cykli radiowych (chyba Zembatego albo Friedmana) mial zartobliwy tytul „o wyzszosci Swiat Wielkiej Nocy nad Swietami Bozego Narodzenia” i troche namieszal wdrukowujac przesiwadczenie o bezsensownosci takiego porownania.
To był Jan Tadeusz Stanisławski
Akurat ja napisałem o tym mając na myśli, że dopiero jeden element i drugi tworzy całość.
Co myśli kościół katolicki to akurat najmniej mnie obchodzi (:
Nie mam kompleksu bycia Polka ani kompleksu zycia w „kraju zacofanym”
Zyje od trzydziestu lat za granica :-))
„Na koniec pytanie, czy matka natura jest aż tak rozrzutna by osobnika płci męskiej, którego rola sprowadza się pani zdaniem do czynności rozpłodowych obdarowywać większym od kobiecego cielskiem?”
Matka natura jest niezwykle rozrzutna, poniewaz podarowala mezczyznom sutki, zupelnie zbyteczna dekoracje :-)
@ryszard sth. Jeszcze do stwierdzenia: „Na koniec pytanie, czy matka natura jest aż tak rozrzutna by osobnika płci męskiej, którego rola sprowadza się pani zdaniem do czynności rozpłodowych”. A gdziez ja stwierdzilam w moich wypowiedziach, ze rola mezczyzn sprowadza sie do czynnosci rozplodowych?!!! Prosze o konkretny cytat.
Sprawdziłem, i bardzo przepraszam, że przypisałem pani cudze poglądy, z którymi kiedyś przy innej okazji przyszło mi się zetknąć.
Zobaczyłem oczami duszy, jak kobiety biorą udział w pościgu za mamutem, a za nią biegną starsze dzieci i starsi mężczyźni z niemowlętami na rękach, żeby mogły być w czasie przerwy nakarmione. Mamut oczywiście współpracuje i pasie się w czasie karmienia obok, może nawet buja maluchy na trąbie?
Nie no po tym tekście padłem 10/10
Sadze, ze istotna informacja dotyczaca laktacji jako metody antykoncepcyjnej, w warunkach „ludu prymitywnego”
http://www.erodzina.com/index.php?id=33,423,0,0,1,0
Te przekonywujące wyniki warto porównać z wyniami badań systemu karmienia piersią i płodności plemienia !Kung, żyjącego w trudnych warunkach pustyni Kalahari. Częstość karmień wynosiła tam 48 w ciągu 12 godzin dnia, a łączny czas karmień wynosił od 100 do 150 minut. Kobiety tego plemienia karmiły przeciętnie 3,5 roku uzyskując przerwę pomiędzy porodami wielkości 4,1 roku i przeciętnie 4,7 żywych urodzeń w ciągu okresu rozrodczego kobiety (przy braku innych niż karmienie piersią metod regulacji płodności).
Laktacja jako metoda antykoncepcji? Idąc dalej tym tokiem myślenia można stwierdzić, że ciąża też jest metodą antykoncepcji, zresztą bardzo skuteczną. Przecież będąc w ciąży nie można zajść w kolejną, prawda?
Po prawdzie to można, ale trzeba się żwawo uwijać, bo czasu najwyżej dwa tygodnie…
@Arkadiusz Soltysiak
Mimowolnej antykoncepcji – ale dzialajacej i dajacej wymierne efekty – przy okazji widac ciekawy wskaznik porodow odbytych w cyklu zyciowym – daleko im do tych 14-u, o ktorych ktos wspominal. W zwiazku z tym maleje ilosc zdarzen zwiazanych z komplikacjami i zakazeniami poporodowymi w okresie rozrodczym.
.
Jest to przyklad jak nie mozna automatycznie przenosic wskaznikow dla roznych spoleczenstw zyjacych w roznych warunkach.
@Wojciech
„Jakiś dowód na to, że tak było??”
Na wspolnote czy na swobodne zwyczaje?
Nie wiem, czy nie powtarzam tu bezwiednie jakiejs marksistowskiej ideologii… no ale trudno.
Takie wspolnoty chyba trwaja do dzis w Australii i Oceanii, Afryce, Indiach, w Melanezji moze w Ameryce Polnocnej.
Systemy pokrewienstwa we wczesniejszych stadiach rozwoju grup czy plemion sa strasznie zagmatwane i z naszego punktu widzenia, wyglada to jakby krzyzowali sie na lewo i prawo.
A dowody powinny byc w zrodlach etnologicznych dotyczacych wysp Fidzi, Samoa, Tonga, Triobranda, Salmona, Australii plemiona Arunta, Dieri, Urabunna, niektore plemiona Bantu.
U polinezyjskich czy malezyjskich plemion, mozliwe ze wspolnota wystepuje do dzis, tego nie wiem, natomiast w Australli, Indiach (plemiona drawidyjskie… Tamilowie?) i pewnie na wszystkich kontynentach, u wielu plemion zyjacych spolecznie i kultorowo w epoce kamienia, zachowly sie zasady pokrewienstwa albo jakies ceremonialy (gdzie na jednen dzien lub na czas ceremoni, kobieta jest wspolna wlasnoscia grupy, klanu, etc.), ktore wskazuja, ze w przeszlosci, tego typu wspolnota mogla tam istniec jako obowiazujacy porzadek spoleczny.
Trochę się zabawiliśmy, teraz może przyszedł czas na małe podsumowanie. W tej burzliwej dyskusji dość wyraźnie ujawniły się dwa sposoby patrzenia na rzeczywistość: naukowy i ideologiczny.
Zacznijmy od tego pierwszego. Każda grupa ludzka żyje w określonym środowisku i musi być jako tako do tego środowiska dostosowana /zarówno w sensie biologicznym, jak i kulturowym/. Jednym z przystosowań kulturowych jest podział ról między płciami. Można postawić hipotezę, że ten podział jest w pewnym stopniu uwarunkowany biologicznie, przy czym rola kobieca jest w większym stopniu zdeterminowana biologicznie niż rola męska -> choćby dlatego, że mężczyźni nie rodzą dzieci ani nie karmią piersią. Można się więc spodziewać, że kobiecie łatwiej jest przyjąć rolę męską niż odwrotnie. To jest jedno.
Drugie to zmienność środowisk i związana z nim zmienność kulturowych sposobów definiowania ról męskich i kobiecych. Skrajny przykład to wspomniani już Eskimosi, dla których niemal jedynym sposobem pozyskiwania żywności było polowanie, a polowali głównie mężczyźni, którzy w związku z tym byli bardziej narażeni na śmierć w młodym wieku. Regulowanie proporcji noworodków na korzyść mężczyzn stało się kulturowym przystosowaniem do takiej sytuacji. Z kolei u wyspecjalizowanych zbieraczy /kultura natufijska/ lub rolników obie płcie mogły w równym stopniu brać udział w pozyskiwaniu żywności, więc taka regulacja nie była potrzebna, a nawet byłaby szkodliwa.
Osoby, które przyjmują światopogląd naukowy, zdają sobie sprawę z tego zróżnicowania i starają się poznać kulturowe sposoby definiowania ról męskich i kobiecych w KONKRETNEJ grupie ludzkiej. W takim ujęciu pojęcia ‘patriarchat’ i ‘matriarchat’ są zupełnie nieprzydatne, niezależnie, czy je rozumiemy jako ‘władzę mężczyzn’ lub ‘władzę kobiet’, czy też jako ‘niedoskonałość’ i ‘doskonałość’.
Władza /zdefiniowana jako możliwość bezpośredniego kierowania aktywnością innej osoby/ to element roli męskiej, co jest prawdopodobnie zdeterminowane specyfiką męskiej strategii reprodukcyjnej. Drugorzędnym czynnikiem może być związek władzy z innymi powszechnymi elementami roli męskiej, czyli n.p. potrzebą koordynacji działań. Nie znaczy to oczywiście, że kobiety nie mogą sprawować władzy – owszem, mogą, ale wtedy wchodzą w rolę męską.
http://books.google.pl/books?id=NjAOAAAAQAAJ
Światopogląd naukowy zakłada ciągłą dyskusję i podważanie zastanych modeli – ale tylko pod warunkiem, że modele alternatywne lepiej opisują rzeczywistość. Dychotomia patriarchat – matriarchat jest niezgodna z obserwacjami, więc została odrzucona.
A teraz przejdźmy do światopoglądu ideologicznego. Można go zdefiniować jako taki sposób patrzenia na świat, w którym ignorowane są szczegółowe związki przyczynowo-skutkowe, a cała złożoność świata jest sprowadzana do jednego prostego czynnika. Często pojawia się dodatkowo motyw eschatologiczny.
Jeśli przyjmiemy taki światopogląd, to wszystko staje się jasne. Najpierw rządziły kobiety i świat był doskonały. Później władzę przejęli mężczyźni i świat stał się niedoskonały. Chcemy, żeby świat stał się znów doskonały – co musimy zrobić?
W tym momencie nie ma już miejsca na dyskusję, a jeśli fakty są niezgodne z ideologią, tym gorzej dla faktów.
Nie znaczy to bynajmniej, że mam coś przeciwko wyznawcom Bogini – mogą sobie do woli biegać nago w świetle księżyca, odprawiać swoje czary i nic mi do tego. Nie podobają mi się jedynie próby przedstawiania ideologii jako wyniku badań naukowych. Robię się w takiej sytuacji taki… hmmm… onetowy.
Napisałem kiedyś krótki esej o tym, jak neopoganie manipulują przeszłością, żeby legitymizować swoje ideologie. Jest tam też kilka stron o wyznawcach Bogini. Pełną wersję można znaleźć pod tym adresem:
http://www.antropologia.uw.edu.pl/AS/as-022.pdf
Wladza to element roli meskiej, potrzeba koordynacji dzialan to element meski? Kobiety sprawujac wladze, czy koordynujac dzialania wchodza w role meska?
(a tak na marginesie: czy nie mozna po prostu uzyc slowa “rozkazywac” zamiast “bezposrednio kierowac aktywnoscia innej osoby?”:-)
Pojecie wladzy ma wiele definicji, wladza jest sprawowana w wielu sferach ludzkiej spolecznosci, na roznych poziomach. Mamy wladze w sferze duchowej, ekonomicznej, oraz wladze w kreowaniu spolecznej integracji, wladze w rodzinie.
Przed kolonializmem europejskim w wielu spoleczenstwach afrykanskich panowaly podwojne, rownorzedne systemy wladzy politycznej i religijnej dla kobiet i mezczyzn. Miedzy innymi u Luapula w Zambii, I kto w takim systemie “wchodzil w czyja role”?
Spoleczenstwa konsensusu, historyczne i obecnie obywaja sie bez panowania jednych nad drugimi, czy to w sferze plci czy jednostek. Do tych spoleczenstw nie mozna w zadnym wypadku uzywac definicji wladzy znanej z systemu patriarchalnego.
Spoleczenstwa konsensusu, jak brazylijscy Indianie Canela (Jacob Mehringer, Jürgen Dieckert), opisywani przez Leo Fainberga Indianie Xingu, Irokezi (Karl-Heinz Schlesier i Irene Schumacher), Hopi (niezle udokumentowana spolecznosc) rowniez maja inne kryteria wladzy, w zadnym wypadku autorytet oraz wladza nie sa przypisane w nich do plci.
Polecam m.in. Radtke, H. Lorraine, Power/Gender Social Relations in Theory and Practice, 1995
Rowniez w spoleczenstwach historycznych teoria wladzy jako „elementu meskiego” nie zgadza sie. Nie ma tu miejsca na wyliczanie wszystkich przykladow, wspomne tylko japonska kulture Shinto, w ktorej od 4500 p.n.e. do 7 wieku naszej ery najwyzsza pozycje w panstwie mialy krolowe-szamanki.
We wczesnym Sumerze mamy wiele przykladow na tworcza i decydujaca role kobiet rzadzacych.
A jesli chodzi o ostatnia uwage: „Napisałem kiedyś krótki esej o tym, jak neopoganie manipulują przeszłością, żeby legitymizować swoje ideologie.” Toz to wypisz, wymaluj, charakterystyka rowniez religii monoteistycznych!!! I o ile neopoganie sa nieszkodliwi i nikomu nie wadza, to monoteizmy zbieraly i zbieraja krwawe zniwo.
Nie wiem co neopoganie, czy jakiekolwiek grupy „plasajace nago w swietle ksiezyca” (ach ta wyobraznia :- ) maja do czynienia z tematem wladzy?
Nota bene, ani nie naleze do sekt boginicznych, ani nie udzielalam sie w kultach neopoganskich.
>>wspomne tylko japonska kulture Shinto, w ktorej od 4500 p.n.e. do 7 wieku naszej ery najwyzsza pozycje w panstwie mialy krolowe-szamanki
teraz żartujesz sobie, prawda? Skąd u licha przyszło Ci do głowy, że państwo japońskie (czy choćby jakiekolwiek państewka) istnieje od 4500 roku p.n.e.? Skąd Ci przyszło do głowy, że od 4500 p.n.e. istnieje w ogóle shinto w jakiejkolwiek postaci? I jakie to mamy źródła do struktury władzy na Wyspach Japońskich sprzed (bagatelka) 6500 lat?
Nie, nie zartuje. Mowie o proto-shinto, ktore trwalo do mniej wiecej 7 w.n.e, kiedy to rozpowszechnil sie buddyzm na terenie Japonii. Proto-shinto bylo oparte na szamanizmie i mialo wiele wspolnych cech z koreanskim i mongolskim szamanizmem.
oczywiście, że shinto ma dużo wspólnego z szamanizmem. Ale jednak żartujesz – naprawdę głębokim nadużyciem jest twierdzić, że shintoizm istniał 4500 BC, jak również, że w tamtych czasach (w okresie Jomon) na Wyspach Japońskich istniało jakiekolwiek państwo, a tym bardziej państwo o którego strukturze władzy cokolwiek wiemy. Zwyczajnie nie istnieją żadne źródła pisane, nawet legendarne (jak Kojiki), które odnosiłyby się do tamtych czasów. Nawet te ostatnie, postarzające – w stosunku do realiów – dzieje Japonii o co najmniej 600 lat, nie sięgają tak daleko. A tym bardziej nie wspominają o królowych-szamankach, choć o bogini Słońca to i owszem. No a materiał archeologiczny z okresu Jomon nie wskazuje chyba nigdzie na taką koncentrację osadnictwa i zasobów, żeby choćby spekulować o istnieniu jakiegokolwiek, „państwa”. A tym bardziej rządzonego przez „królowe-szamanki”
Do Shinto i roli kobiet w szintoizmie: Haruko Okana Die Stellung der Frau in Shinto, Wiesbaden 1976
oraz M. Eder, Geschichte der japanischen Religion, Nagoya, 1978
Haruko Okano, która okres Shinto liczy od końca IIw n.e., i pisze „Nie jest pewne, czy we wczesnej historii Japonii istnienie kapłanek poprzedzało kapłanów, czy nie. Nie możemy powiedzieć, czy złoty wiek kobiet kiedykolwiek istniał, czy nie.”?
(Women and sexism in Shinto, 1993)
Przeczytalam artykul i rozczarowalam sie. Myslalam, ze autor w ramach badan bezposrednich sam biegal nago przy blasku ksiezyca z grupami neo-pogan w Europie, albo St. Zjednoczonych. Czyli przeprowadzal, zeby zdenerwowac purystow jezykowych tzw. „field research”. :-) A tu nic. Oszolomow jest sporo, ludzi szukajacych innych zrodel duchowosci jest wielu. I niech szukaja, ich prawo. Nieprawda jest stwierdzenie, ze chrzescijanstwo „lagodnie” wprowadzilo religie do krajow poganskich. To byla krwawa jatka i na to jest mnostwo dowodow w zrodlach historycznych. Mozliwe, ze to jest nieco temat tabu w Polsce. Szkoda.
Hopi jako społeczeństwo konsensusu:
http://www.jstor.org/stable/278342
Irokezi jako społeczeństwo konsesusu:
http://www.jstor.org/stable/482790
„We wczesnym Sumerze mamy wiele przykladow na tworcza i decydujaca role kobiet rzadzacych.”
Jak rozumiem, chodzi o Szamhat?
„Nieprawda jest stwierdzenie, ze chrzescijanstwo „lagodnie” wprowadzilo religie do krajow poganskich.”
Przykład Islandii, gdzie chrześcijaństwo zostało wprowadzone na drodze głosowania:
Leszek P. Słupecki, Konwersja jako zamach stanu. Przyjęcie chrztu przez Islandię w 1000 roku W: „Zamach stanu w dawnych społecznościach”, red. J. Olko, A. Sołtysiak, Warszawa 2004, 237-248.
Trzymając się na uboczu tej dyskusji dodam jedynie, że we wczesnym średniowieczu chrześcijaństwo nic nie wprowadzało. To władcy wczesnych państw wprowadzali chrześcijaństwo budując z niego ideologie państwową. Chrześcijaństwo było więc swego rodzaju narzędziem pomagającym legitymizować władzę poprzez sakralizowanie osoby monarchy. Pozwalało stworzyć też stabilną platformę ideologiczną, o charakterze usystematyzowanym i uniwersalnym, wspólną dla wszystkich poddanych, czego nie zapewniały silnie zróżnicowane, pozbawione wyraźnych struktur i hierarchii systemy politeistyczne. Władcy oczywiście często uciekali się do przemocy, wprowadzając chrześcijaństwo, ale nie była to bynajmniej jakaś norma. Bliższy wgląd w wyniki np. badań archeologicznych cmentarzysk wczesnośredniowiecznych pokazuje, że władze niejednokrotnie tolerowały długo przeżywające się praktyki o charakterze ściśle pogańskim. Zjawiska takie obserwował dla osadnictwa pomorsko – wieleckiego w Wielkopolsce Michał Kara. Na cmentarzysku w Lutomiersku, gdzie pochowani mieli być członkowie wczesnopiastowskich sił zbrojnych, zarejestrowano 11 pochówków ciałopalnych (ktoś na to pozwolił). W Grabku pod Bełchatowem, w XI wieku funkcjonowało ciałopalne cmentarzysko z domniemanym obiektem kultowym w centrum. Na grodzisku w Tumie, w studni znaleziono drewniane fallusy – obiekty związane z działaniami magiczno – kultowymi (znanymi ze źródeł pisanych z Rusi). A była to stolica państwowej prowincji i siedziba piastowskiego garnizonu. W Ryczynie S. Moździoch znalazł ślady interpretowane jako świadectwo praktyk o pogańskiej genezie, w tym groby ciałopalne i domniemane miejsce palenia zmarłych z końca X i pocz. XI w. Przypomnę, że to ten sam Ryczyn, w którym mieli zgodnie z późniejszą tradycją ukrywać się chrześcijańscy duchowni, w tym biskup wrocławski, w trakcie tzw. reakcji pogańskiej. Ktoś to ciałopalenie tolerował.
W każdym razie wygląda na to, że wizja wprowadzania chrześcijaństwa ogniem i mieczem, wycinania świętych dębów i palenia posągów to mit. Proponuję zresztą poczytać źródła z epoki – bardzo różnie to wyglądało.
Sadze, ze „wzorzec metra” do ktorego sie odnoszono pozniej, zakladajac z nim zgodnosc przy innych nawracaniach podbojowych, wprowadził Karol Wielki podbijając Sasow.
.
No i sila rzeczy wszelkie podboje dokonywane przez wladcow chrzescijanskich, podbijajacych i przylaczajacych poganskich (wolno jeszcze pisac „poganski” czy juz musi byc „wierzacy inaczej” ? ) wiazaly sie z wprowadzeniem chrzescijanstwa jako JEDNEGO z wielu elementow ustanawiania swojej wladzy na podporzadkowanych ziemiach.
Ludzie oczywiscie kontynuowali dawne obyczaje, jednakze nie dzieki tolerancji kosciola! Wykorzenienie poganstwa szlo mozolnie, wiec nolens volens kosciol musial isc na ustepy, przejmujac zwyczaje, anektujac kultowe miejsca oraz przerabiajac poganskich bogow i boginie na chrzescijanskich meczennikow i swiete. Niszczenie za wszelka cene poganskiej kultury to nie mit. Mamy naprawde juz za wiele zrodel, zeby w to watpic.
Grzegorz I (595) zalecal niszczenie idoli w anglo-saksonskich poganskich swiatyniach, ale proponowal zostawienie swiatyni i postawieniu w nich chrzescijanskich oltarzy, poniewaz sadzil, ze „Pagans would become Christians almost without noticing the transition”.
Synod w Bradze, pod przewodnictwem biskupa Marcina z Bragi zalecil biskupom i sedziom niszczenie idoli, kazdy lokalny ksiadz mial zajac sie problemem sakrilegii i wypedzac niewiernych
„Moreover, they are to use force on all those implicated in such error by whatever punitive measures they can, always excepting the death penalty. If they fail to do this, both should know that they are subject to the danger of excommunication. Moreover, if any masters fail to uproot this evil from their estates and are unwilling to prohibit their households, they are to be banished by the bishop from the communion of the faithful.”
Poganie, oddajacy daniny swoim bogom, przestrzegajacy poganskich rytualow byli karani chlosta stu batow.
Synod z Toledo nakazal niszczenie idoli i wystawianie skonfiskowanych danin na oltarzu w kosciolach. Nawet zbieranie ziol zostalo zakazane.
Cezariusz z Arles nakazywal wiernym niszczenie gajow, swietych drzew oraz rozbijania kultowych kamieni.
Kosciol mial dwie metody na propagowanie wiary, z jednej strony zabronienie wszelkich rytualow poganskich, z drugiej, widzac ze ludzie sa zbyt przywiazani do swoich wierzen, wcielenie obrzedow do liturgii koscielnej.
O pogromach zwiazanych z wprowadzaniem chrzescijanstwa u wschodnich z zachodnich Slowian pisal m.in. Borys A. Rybakov w „Jazyczestvo drievnich slavian”. Mordowano nawet wrozbitow, bajarzy i wrozki.
Podobne pogromy mialy miejsce na Pomorzu oraz Prusach.
Polecam: Pagan Survivals, Superstitions and Popular cultures in Early Mediaeval pastoral Literature. Filotas, Bernadette, Pontifical Institute of Medieval Studies, Toronto, Ontario, 2005
A History of Pagan Europe. Prudence Jones and Nigel Pennick. Routledge, 1995, London.
Religio et sacrilegium. Studien zur Inkriminierung von Magie, Häresie und Heidentum (4-7 Jahrhundert), Nicole Zeddies, Europäische Hochschulschriften, Peter Lang, Frankfurt am Main, 2003
Ot, jak zawsze w takich przypadkach, wszystko zależało od tego, ile dobytych mieczy towarzyszyło krzyżowi.
1. Książeczka Bernadette Filotas:
http://www.pims.ca/pdf/st151.pdf
Każdy może sam sprawdzić, co w niej jest i wyciągnąć wnioski.
2. Prudence Jones /skądinąd była szefowa Pagan Federation/:
http://www.guardian.co.uk/commentisfree/2009/jun/20/solstice-pagan-nature-midsummer
3. Nigel Pennick:
http://en.wikipedia.org/wiki/Nigel_Pennick
Skądinąd kolega Edreda Thorssona, jeśli komukolwiek coś mówi ten pseudonim.
Nie wiem tylko, skąd się w tym zestawieniu wzięła książka „Religio et sacrilegium”, czyżby hermetycy, gnostycy i doketyści też byli poganami?
Rybakowa też się w sieci znajdzie (choć chyba nie do końca legalnego). Kto czytał ten wie – polecam jako rosyjską wersję tolkienowskiego Silmarilliona.
Jeśli z niego Szanowna Dyskutantka czerpie wiedzę o przedchrześcijańskiej religii Słowian to gratuluję.
Niech żyje Dan Brown!
Dobranoc.
A ja się cały czas zastanawiam, dlaczego wypowiedzi Pani Voivrenoir przywodzą mi na myśl nazwisko Daeniken..
@ bartoszcze
Bo to ten sam sposób działania. Wpierw stawiamy tezę, a potem wyszukujemy wszelkie poszlaki za nią przemawiające i pomijamy wszelkie argumenty świadczące na jej niekorzyść. Zarzucamy czytelnika ogromną ilością faktów i nazwisk, które mają robić wrażenie profesjonalizmu. Wszelką krytykę zbywamy wzmiankami o strachu naukowców przed prawdą (bo ujawni, że przez całe życie pisali głupoty), brakiem otwartości na inne poglądy, bądź spisku mającym na celu ukrywanie prawdy. Często pojawia się też wątek o prześladowaniu vel zwalczaniu osób tę prawdę mówiących. Dokładnie wedle tego wzorca działali (bądź wciąż działają) Daeniken, Sitchin, Cremo, Thompson i ich naśladowcy tudzież zwolennicy. Wielokrotnie widziałem to w ich komentarzach w Archeowieściach I tego też wzorca trzyma się twardo Pani Voivrenoir. Jej wpisy tylko detalami i tematyką różnią się od wpisów kreacjonistów i miłośników Daenikena, Sitchina i „Zakazanej archeologii”. Ich konstrukcja jest bowiem taka sama.
W efekcie wychodzą całkiem zabawne rzeczy. Choćby to, że gdy dla kreacjonistów ja i inni broniący ustaleń nauki, byliśmy ateistami, to już dla Pani Voivrenoir jesteśmy obrońcami chrześcijaństwa ;).
Myślę, że jest jednak co najmniej jedna dość ważna różnica. Daeniken albo Sitchin nie chcą zbawiać świata, niekiedy odnoszę wrażenie, że oni tylko cynicznie wykorzystują naiwność swoich czytelników, żeby na nich zarabiać. Natomiast Wicca w swojej feministycznej wersji to jest autentyczny żarliwy ruch religijny z bardzo wyraźnym wątkiem eschatologicznym. My jesteśmy dla nich poganami, których trzeba nawracać na ich jedyną słuszną religię.
Myślę, że jest jednak co najmniej jedna dość ważna różnica. Daeniken albo Sitchin nie chcą zbawiać świata, niekiedy odnoszę wrażenie, że oni tylko cynicznie wykorzystują naiwność swoich czytelników, żeby na nich zarabiać. Natomiast Wicca w swojej feministycznej wersji to jest autentyczny żarliwy ruch religijny z bardzo wyraźnym wątkiem eschatologicznym. My jesteśmy dla nich poganami, których trzeba nawracać na ich jedyną słuszną religię
Gdyby hierarchowie Wicca wierzyli w swoich bogów, to ta różnica by była.
@ Arkadiusz
W przypadku samych Daenikana, Sitchina i innych autorów, to możliwe, że tak. Ale osoby, które im uwierzyły, są już autentycznie żarliwymi obrońcami pokrzywdzonych przez naukowców autorów przełomowych dzieł i nie mniej żarliwymi bojownikami o kreacjonistyczną bądź zakazanoarcheologiczną „prawdę”. ;)
Jeśli porównujemy sposób argumentacji, znajomość źródeł /albo raczej brak tej znajomości/ i styl dyskusji, to rzeczywiście wszystko to jest podobne. Chodzi mi jednak o coś więcej.
Zróbmy mały eksperyment myślowy i zastanówmy się, co by się stało, gdybyśmy uznali za prawdziwe twierdzenie, że kosmici odwiedzali w przeszłości Ziemię i zostawiali na niej swoje ślady. Albo gdybyśmy się zgodzili, że człowiek to jest gatunek, który istnieje na Ziemi od stu miliardów lat. Czy to by coś zmieniło w naszym życiu? Wątpię.
Jeśli natomiast zgodzimy się z istnieniem pierwotnego matriarchatu jako doskonałego ustroju społecznego, później zastąpionego przez brutalny samczy opresyjny patriarchat, to – jeśli jesteśmy konsekwentni – będziemy musieli walczyć o to, żeby zło zostało zastąpione dobrem, prawda?
Kreacjonizm i paleoastronautyka to typowe teorie spiskowe, jakich wiele – przyciągają ludzi o osobowości paranoicznej i to wszystko. Natomiast feministyczna koncepcja pierwotnego matriarchatu i związany z nią kult Wielkiej Bogini to utopia społeczna. Warto odnotować tę różnicę.
Bartoszcze, Wojtek, Arek
.
Tak nie można, a przynajmniej nie powinno się dyskutować. Co innego, jak zrobił to Gunther, przedstawiając słabość prztaczanych źródeł. Zapodanie ni z tego, ni z owego Daenikena i Sitchina i polemika z ich wesołą twórczością to zagrywka poniżej pasa. Przecież Jak ją nazywacie „Szanowna Pani” ani razu ich nie przywoływała!
Odżegnywała się nawet od feministycznego neopogaństwa w które chcieliście ją ubrać. Nie tak wygrywa się polemikę, tylko argumentami. Wy uprawiacie w ten sposób najzwyczjniejszą politykę!
.
Nie jestem zwolennikiem żadnej strony, interesuje mnie prawda, a ona jest bardziej skopmlikowana niż się humanistom wydaje!!!
Kilka faktów, żeby Wam uzmysłowić materię, w której się poruszamy:
.
1. Człowiek to zwierzę, zbudowane z tej samej materii co inne ssaki.
.
2. Jego budowa jest oparta na tym samym planie co budowa ssaków.
3. Dotyczy to nie tylko DNA i mechanizmów genetycznych i ewolucji, ale i fizjologii.
4. Za cykle życiowe (dobowe, roczne, seksualno/ wychowawcze), oraz model organizacji zbiorowej (samotniczy czy stadny) odpowiada mózgowie. Ono też określa porządek życia stadnego, tzn. czy są one liczne czy nie; czy rządzą w nim samce (np. lwy, goryle) czy samice (np. hieny).
5. Sterowane jest to głównie przez podwzgórze. I to nie tylko u zwierząt, ale również u ludzi! Mamy to zapisane w genach i nie zależy to od nas! My możemy to starać się racjonalizować, ale tak na serio jesteśmy biomaszynami i podlegamy tym samym mechanizmom co zwierzęta.
Dlatego mężczyzna (statystyczny) ma „wklepaną” swoją hierarchię, a kobiety swoją. I to na przestrzeni „wieków” się nie zmienia, bo jest zapisana w DNA!
.
Co innego instytucja małżeństwa/ rodziny. Ta jest w zasadzie umową społeczną. Podlega wpływom i ewolucji czasu, geograficznej, kulturowej, religijnej i technicznej.
To rodzina/ małżeństwo nie są dziedziczne. Zakładanie więc, że szeroko pojęty patriarchat jest dla Sapiensa typowy jest bzdurą!
Choćby dlatego głos @voivrenoir jest ważny. Wiele jej argumentów do mnie przemawia, a najbardziej jej krótka definicja matriarchatu: „Po pierwsze matka”.
Do przedostatniego akapitu:
oczywiście zapisane jest nie tylko w DNA. Z pośpiechu popełniłem mały błąd.
Być może nie zrozumiałeś mojego wpisu. Nigdzie nie twierdziłem, że powoływała się na Daenikena czy Sitchina. Chodziło jedynie o podobny sposób argumentowania i prowadzenia dyskusji, jak stosowany przez nich, ich zwolenników, a także kreacjonistów.
Nie wiem, kiedy to niby chciałem ją ubrać w neopogaństwo.
Nie jestem zwolennikiem żadnej ze stron. Mam za to dość nikłe poważanie teoretycznych debat pozbawionych w zasadzie jakiegokolwiek wsparcia w twardych dowodach. A w sprawie matriarchatu twardych dowodów nie widać.
Nie wiem też czemu ma służyć zmienianie definicji matriarchatu, poza robieniem jeszcze większego zamieszania. A tekst „Po pierwsze matka” nic nie znaczy. Klasyczne stricte humanistyczne pustosłowie, który w ogóle nie posuwa nauki do przodu. Szkoda na to czasu.
Wojtku odpowiem Ci na samym dole tematu, bo tu już nie ma miejsca.
Po odebraniu ciegow za anglicyzmy, oraz rozne fiksacje genitalno-feministyczno-matriarchalne, chcialabym powrocic do tekstu Szymkiewicza. Bo chyba o to glownie chodzi w tej dyskusji. Oczywiscie nie mozna w tych ramach przedyskutowac wszystkich punktow, wiec tylko koncentruje sie na paru wybranych.
1. Autor krytykuje odnoszenie sie do „przestarzalych publikacji Mellaarta”. i pare zdan dalej nawiazujac do prac Krzaka mowi ” musimy sie pogodzic z faktem, ze nawet pod patronatem PAN (tak jak to jest w wypadku prac Z. Krzaka) pojawiac sie beda z pozoru wiarygodne prace, ktore przy blizszym ogladzie okazuja sie tylko zlepkiem juz od dawna nieaktualnych teorii polaczonych w belkotliwa calosc przez autora, ktory wydaje sie byc pozbawiony krytycznego podejscia do wlasnych prac, a przede wszystkim poczucia odpowiedzialnosci wobec ich czytelnika”.
Czy okreslenie „belkotliwa calosc” nie okresla bardzo emocjonalnego nastawienia M. Sz. do tematu? Mellaarta i Evansa mozna i trzeba krytykowac, ale ( tu jeszcze raz podrzucam ostatnia prace Marinatos) okazuje sie, ze ich (Mellaart, Evans) prace stanowia podwaline nauki o kulturach neolitycznych. Wlasnie Marinatos przeprowadza krytyke pewnych pojec Evansa i wprowadza nowe koncepcje, przyznajac jednoczesnie ze Evans mial racje i wiele symboli i zjawisk rozpoznal bardzo dobrze. Podobnie Mellaart jest niezaprzeczalnym autorytetem. Co nie oznacza, ze mozna sie z nim w wielu punktach nie zgadzac.
2. ” do tej pory nie udalo sie odnalezc systemu, w ktorym bogini pelnilaby wladze absolutna”. Udalo sie, udalo. Szkoda, ze M. Sz. o tym nie wie.
3. „Poprawnie politycznie interpretacje”. Tu jest clou calego wysilku M. Sz. Niechec do post-modernistycznego ruchu, dyfuzjonizmu oraz resztek filozofiii marksistowskiej. Ja naprawde wymiekam przy tym wniosku, ze tylko „poprawne politycznie badania” sa finansowane. Tu zwracam sie do obecnych naukowcow na blogu, czy rzeczywiscie macie wrazenie, ze jedynie „poprawnie politycznie” tematy dostaja pieniadze? Odbieram te krytyke „poprawnie politycznych interpretacji” jako niechec opuszczania przytulnego, umoszczonego gniazdka. Dlaczego taki strach przed dyfuzjonizmem?
Tak nie tylko mam wrażenie ale na własnej skórze tego doświadczyłem i chodzi o szeroko pojętą poprawność nie tylko polityczną.