Rozbite czaszki, drewniane pałki, kości koni – takie pozostałości po bitwie sprzed około 3200 lat znaleźli archeolodzy w dolinie rzeki Tollense w północno-wschodnich Niemczech.
Łącznie archeolodzy zidentyfikowali w osadach rzecznych szczątki około 100 osób z czego większość stanowią młodzi mężczyźni (20-40 lat). Jest jednak również trochę kości kobiet i dzieci. Przewaga młodych mężczyzn, a także widoczne na niektórych kościach ślady ciosów pałkami i trafień strzałami wskazują, że są to ofiary bitwy.
Głęboko w kości ramiennej jednego z poległych wciąż tkwił krzemienny grot strzały. Ma on też złamaną kość biodrową, do czego doszło najpewniej w wyniku upadku z wierzchowca. Badacze znaleźli też szczątki co najmniej dwóch koni.
Jak podkreślił w rozmowie z BBC dr Harald Lubke z Centrum Archeologii Bałtyckiej większość obrażeń powstała na krótko przed śmiercią.
Obecność nielicznych szczątków kobiet i dzieci nie przeczy interpretacji znaleziska jako pozostałości pradawnej bitwy, gdyż nierzadko osoby te pełniły funkcje pomocnicze na rzecz wojowników (przygotowywanie strawy, noszenie broni, itp.)
Bardzo ciekawym i dość rzadkim znaleziskiem są dwie drewniane pałki. Jedna jest zrobiona z drewna jesionowego i kształtem przypomina kij do baseballa. Drugą zrobiono z drzewa śliwy. Ma ona kształt młota do krokieta.
Kości i broń znajdowały się w osadach rzecznych na odcinku około 4 km. Nie ma wątpliwości, że co najmniej część znalezionych kości była niesiona przez rzekę. Lubke sądzi, że ciała zabitych wrzucono do wody, ale nie wyklucza, że bitwa toczyła się w zabagnionym terenie w górze rzeki i wojownicy ginęli już w wodzie.
Niemiecki archeolog podejrzewa, że odkryte szczątki to tylko część ofiar starcia. – Znalezienie miejsca, gdzie ciała dostały się do wody, jest absolutnie konieczne. Wyjaśni nam to, czy rzeczywiście mamy do czynienia z bitwą, czy czymś innym, np. składaniem ofiar. Wierzymy jednak, że walka jest obecnie najlepszym wyjaśnieniem – powiedział BBC.
Bardzo możliwe, że nie były to sąsiedzkie porachunki, ale walka z najeźdźcami z innych ziem. Pierwsze analizy izotopowe szczątków wskazują na spożywanie prosa, które nie było w tych czasach typowe w tej części Niemiec. Badacze znaleźli też brązowe szpile charakterystyczne dla terenów Śląska.
Dolina Tollense od dawna dostarczała odkryć o charakterze militarnym. Od lat 80. XX w. w rzecznych i przybrzeżnych osadach znaleziono około 70 obiektów z brązu, wśród których były noże, topory, groty, a także fragmenty miecza. Nie brakowało również odkryć czaszek. Wspomnianą kość ramienną z tkwiącym grotem znalazł archeolog-amator w 1996 r. Profesjonalne wykopaliska zaczęto w 2008 r.
Wyniki badań niemieccy naukowcy opisali w Antiquity.
Detlef Jantzen, Ute Brinker, Jörg Orschiedt, Jan Heinemeier, Jürgen Piek, Karlheinz Hauenstein, Joachim Krüger, Gundula Lidke, Harald Lübke, Reinhard Lampe, Sebastian Lorenz, Manuela Schult and Thomas Terberger (2011) A Bronze Age battlefield? Weapons and trauma in the Tollense Valley, north-eastern Germany. Antiquity Volume: 85 Number: 328 Page: 417–433
Zdjęcie jednej rozbitej czaszki i pałki z drzewa śliwy możecie zobaczyć w materiale BBC.

(Oddanych głosów: 20, średnia ocen: 5,90 na 6)

Ciekawi mnie, co było pospolitą bronią bojową w tamtym czasie i miejscu? Pałki (techniczne potomstwo maczug) są, jak z tekstu widać, raczej rzadkie. Co zostaje – dzidy z kamiennym grotem?
Rzadkie w materiale archeologicznym, bo drewno nie jest tak trwałe jak kamień (groty włóczni i strzał, topory) czy metal (noże, groty, miecze, topory). Jak było naprawdę trudno powiedzieć, ale stawiałbym na powszechność drewnianych pałek. Wszak jeszcze w średniowieczu dość często trafiały się w wyposażeniu biedniejszych zbrojnych. Maczuga zaś to raczej udoskonalona pałka, a nie przodek pałki. Pałkę robi się z kawałka drewna. Maczuga to kawałek drewna z nabitymi kamieniami. Nie przywiązywałbym wielkiej wagi do motywu jaskiniowca z maczugą. Nie kojarzę, by miał jakiekolwiek naukowe udowodnienie.
Gdizes czytalem (nie wiem na ile wiarygodny) opis „hodowania” maczug z zywych galezi, czy tez drzew – w taki sposob, ze kawalki ostrych kamieni byly wkladane w naciecia w tkance drzewa a nastepnie z uplywem czasu czesciowo zarastane – w ten sposob praktycznie nie do „wypadniecia”..
„Maczugowe galezie” hodowano jak bonzai, a po osiagnieciu oczekiwanych rozmiarow i stopnia nasycenia kamieniami scinano.
Nie wiem na ile powyzszy opis jest zgodny z jrzeczywistoscia jakis kultur czy czasow, a na ile tworcza inwencja autora ksiazki w ktorej go spotkalem – nie pamietam szczegolow.
>>Gdizes czytalem (nie wiem na ile wiarygodny) opis „hodowania” maczug z zywych galezi, czy tez drzew
w przypisach do „Pana Tadeusza” („Objaśnienia poety”), ten akurat dotyczył Kropidła, którym tak subtelnie posługiwał się w „Bitwie” Maciej „Chrzciciel” Dobrzyński:
„Ks. IX w. 456-457:
Ciągnie za sobą długie, sążniowate drzewo,
Uzbrojone w krzemienie i w guzy, i sęki.
Maczuga litewska robi się tym sposobem: wypatruje się młody dąb i nacina się od dołu do góry siekierą tak, ażeby korę i miazgę rozerznąwszy, drzewo z lekka poranić. W te karby wtykają się ostre krzemienie, które z czasem wrastają w drzewo i tworzą guzy twarde. Maczugi stanowiły za czasów pogańskich główną broń piechoty litewskiej; dotąd używają się niekiedy i zowią się nasiekami”
W Jartyporach (badania PMA, cmentarzyska wielbarskiego), w jednym z grobów była garść takich ostro połupanych niewielkich kamyków.
Być może, to to? Generalnie większość takich znalezisk ląduje na hałdzie.
Te powinny być w magazynie PMA.
Podejrzewam jednak, że porządnie wykonana (nie po prostu kawał konara) pałka, jako wygodniejsza w użyciu, była chętniej wykorzystywana jako broń bojowa niż maczuga (bo ta lepsza jest na grubego zwierza, który nie stosuje uników).
Do polowania to jednak lepsze są łuk i włócznie. Nie wiem też czemu zakładasz, że maczuga musi być czymś potężnym i ciężkim. Maczuga to zazwyczaj po prostu pałka, tylko że z dodatkami. W wersjach bardziej rozwiniętych z żelazną głowicą.
Morgenstern
http://pl.wikipedia.org/wiki/Morgensztern
chyba szczytowe rozwinięcie maczugi. Raczej nie do polowań.
.
Znalezione szczątki aż 100 osób! To musiała być spora jatka, po kilka tysięcy tu i tam. Ciekawe czy pokuszono się już o ocenę zdolności rekrutacujnych ówczesnych społeczeństw zamieszkujących ten teren (no bo raczej przynajmniej jedna ze stron była tubylcza). Miejsce bitwy nie koniecznie musiało być na samej rzece: w kilka dni później jakaś duża powódź mogła zagarnąć zwłoki z dużego obszaru. Albo jako pochówki zniesiono i spławiono zwłoki.
Gdyby okazało się, że to ślady bitwy, to warto zastanowić się nad konsekwencjami. Możliwość organizowania tak dużych armii (100 osób, do tego 2 konie i to przecież nie wszystko), prawdopodobieństwo podróży na dość duże odległości (o ile uda się dowieść, że to „Ślązaki”) coś tam potencjalnie mówi o przed/wczesno/proto-państwowych organizacjach epoki brązu…