Paleolityczni łowcy, którzy 27-26 tys. lat temu obozowali w Předmostí w Czechach cieszyli się już towarzystwem psów. Jednemu z nich po śmierci włożyli do pyska mamucią kość.
Dalsza część artykułu dostępna jest tylko dla subskrybentów
Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się tutaj. Jeśli nie masz konta, zarejestruj się, a potem wróć tutaj, by opłacić abonament.


Ciekawe, że nad Beczwą kopie się już od przeszło wieku, a dotąd nie trafiono na podobne rewelacje. A;bo inaczej je interpretowano?
60 cm w kłębie, czy do szczytu czaszki?
W kłębie (szacowano w oparciu o kości nóg).
To duże „bydlę”.
Fakt, ze w tamtych czasach cała fauna była „mega”- jednak robi wrażenie. Wliki pewnie były jeszcze większe.
Czekam teraz aż zbadają ich DNA.
Może czegoś interesującego sie wtedy dowiemy?
Ciekawe na jakim poziomie byl w tym czasie rozwoj jezyka mowionego? Jak bogaty?
Jesli duze znaczenie , wieksz niz obecnie, mial jezyk gestow, to komunikacja z psami nieduzo odbiegala od tej pomiedzy ludzmi.
Stad „uczlowieczanie” psow i troska o ich dusze.
Jak powyzsze otwory w czaszce psow mialy sie do zwyczajow pogrzebowych ludzi z tamtego regionu i okresu?
Nie widzę powodów dla których język mówiony miałby być wówczas mniej rozwinięty. To już byli normalni Homo sapiens
Czytalem, ze przecietny wspolczesny czlowiek na codzien wykorzystuje okolo 100 slow.
Spotykamy osoby, ktorym 3-4 wulgarne slowa wstawiane w dowolnych miejscach zdania z powodzeniem zastepuja wiekszosc innych słów, umozliwiajac skuteczne przekazywanie informacji i podejmowanie dzialan zespolowych z innymi osobnikami podobnego typu.
Z 10 lat temu 2-ch starszwych technikow z TP zalozylo w firmie w ktorej pracowalem slale lacze, jako jedyne slownictwo techniczne wykorzystujac „dynks” „wichajster” i „ustrojstwo” (ku mojemu zdziwieniu, na koniec jednak dzialalo).
Tak wiec mozliwosci gatunkowe a faktyczny stopien rozwoju i komplikacji jezyka moga sie roznic.
@krzysztofsf
To nie tak.
Ja też w zasadzie robię kilka standardowych ruchów w ciągu dnia- i tak miesiącami, np. chodzę (dawno już nie biegałem), siadam, wstaję, kładę się, jem, pływam.
Nie znaczy to jednak, ze nie jestem w stanie (w razie potrzeby) ze swojego ciała wygenerować innych ruchów. Jak i w/w przez Ciebie majstrowie w kwestii leksykalnej.
Język miał ten sam mechanizm neuronalny, co obecnie. Jedyne różnice dotyczyły pojęć i wiedzy (pamięć semantyczna), no i co najwyżej fonemów używanych do artykulacji- ale to spotyka się i obecnie w różnych kulturach i dialektach.
Niekoniecznie artykulacja
Jezyk ciala jest bardzo wazny i czasem bywa bardziej rozbudowany niz mowiony.
W Ameryce Polnocnej , o ile dobrze pamietam informacje, Indianie porozumiewali sie roznymi jezykami, czesto niezrozumialymi dla innych, przy bardzo zblizonym, rozbudowanym jezyku gestow.
http://archiwum.wiz.pl/1997/97063900.asp
Zwlaszcza ludy mysliwskie , gdzie czesto trzeba przekazac sporo informacji nie ploszac zwierzyny, moga bardzo rozbudowywac jezyk gestow, wykorzystujac slowa jako podbudowe i rozszerzenie.
krzysztofsf
Jeżyk ciała, a język migowy to dwie zupełnie inne rzeczy.
Za pierwszy odpowiada głownie ciało migdałowate, za drugi kora nowa.
Może się zdziwisz, ale za wykokywanie mowy (mówienie) jak i za wykonywanie języka migowego odpowiada ten sam ośrodek- ośrodek Broki. Już dawno zauważono, że udar tej okolicy mózgu, pozbawia mowy (mówiących wcześniej) i migania (głuchoniemych).
Zaczątki ośrodka Broki są już u szympansów :
http://www.babelsdawn.com/babels_dawn/2008/04/brocas-area-in.html
Moze dlatego można te małpy nauczyć prymitywnego języka migowego, ale nie można nauczyć artykulacji (ze względu na diametralne różnice w aparacie mowy- choć nie tylko).
Prawdopodobnie należy podejrzewać też szympansy o istnienie ośrodka Wernicka (ośrodek odbiorczy mowy- rozumienie). Natomiast z tego co wiem małpy te nie posiadają pęczka łukowatego.
Jak znajdę artykuł o braku pęczka łukowatego, to go zlinkuję (bo mam go gdzieś w domu).
I pozwole sobie zacytowac moja wlasna wyjsciowa wypowiedz, gdzie zastanawialem sie nad wplywem rodzaju stosowanej komunikacji na relacje z psami
„Jesli duze znaczenie , wieksz niz obecnie, mial jezyk gestow, to komunikacja z psami nieduzo odbiegala od tej pomiedzy ludzmi.
Stad „uczlowieczanie” psow i troska o ich dusze.”
Co do jezyka ciala, to chcalbym tylko dodac, ze jest (a raczej bylo – zanikaja) sporo jezykow, gdzie odpowiedni gest, podobnie jak gdzie indziej akcent czy przydech itp., dopiero okreslal konkretne znaczenie wypowiadanego slowa.
krzysztofsf
Dalej brniesz w ślepą uliczkę.
Język ciała jest wrodzony (ciało mogdałowate- jedno z jąder podkorowych). Rozumiesz.?
Język migowy, czy mowa- jest wyuczony (kora nowa; dłuższe połączenia, więcej ośrodków, więcej synaps, dłuższe przetwarzanie).
Język ciała nie jest precyzyjny. Określa najprostsze stany emocjonalne i skierowany jest na interakcje w tym zakresie z innymi osobnikami. A nie na zrozumienie, czy poznanie przyczyn na przykład. Jest stary ewolucyjnie. To dlatego ja „zrozumiem” krokodyla gdy rozdziawi paszczę i wyda ryk- mimo, że dzieli nas miliony lat ewolucji. Ale on- jak i ja mamy ciało migdałowate!!!
Częstym mitem propagowanym zwłaszcza przez dziennikarzy i specy od socjotechniki jest stwierdzenie, ze język ciała odpowiada za zrozumienie przekazu w 80%, a mowa w 20%.
To nieprawda.
Jest dokładnie odwrotnie.
Jedyne w czym mowa ciała wyprzedza porozumiewanie językowe, to szybkość prztwarzania. Bo zanim np. napastnik zdąży wypowiedzieć swoją groźbę- a my to odbierzemy i zrozumiemy, już nasze ciało migdałowate „odczyta” jego intencje z jego postawy ciała, ruchów i głośnej mowy (krótka droga przetwarzania bodźców i reakcji układu limbicznego).
Moge to skontrować opowieściami, że ponoć Eskimosi mają dziesiątki określeń na sam śnieg :)
Inną właściwością eskimoskiego jest opisowość. Zamiast rozbudowywać słownictwo, nowe zjawiska lub przedmioty można nazwać w sposób opisowy. Weźmy dla przykładu słowo port, które kiedyś było Grenlandczykom nieznane. Port to miejsce, gdzie są statki. Co to jest statek? To taki duży umiaq (łódź) – największa znana niegdyś jednostka pływająca. Czyli port opiszemy jako „miejsce gdzie są duże umiaki”, czyli umiarsualivik = umiaq (łódź) + sua (duża) + livik (miejsce, gdzie coś się znajduje). Słowa można rozbudowywać właściwie dowolnie, doczepiając kolejne przyrostki, oczywiście wedle stosownych reguł gramatycznych. Staje się więc jasne, dlaczego mit o niezwykle bogatym słownictwie związanym ze śniegiem jest fałszywy. Wiele określeń rodzaju śniegu to po prostu złożenia kilku słów.
http://hornsund.igf.edu.pl/tmo/grenlandia/gl/jezyk.html
;P
Wydaje mi się, ze było to tutaj, ale głowy nie dam sobie uciąć.
K. Matuszewska „Komunikacja językowa a zdolność do przypisywania stanów
mentalnych w ewolucji Homo sapiens”; str. 52:
http://pfk.wdfiles.com/local–files/nasze-wydawnictwa/pfk_vol2.pdf
@krzysztofsf
A tu masz coś stricte o psach. Co prawda to dopiero w przyszłym roku, ale dużo o mowie ciała psów też można się dowiedzieć:
http://www.facebook.com/l/GAQCgG2Z7AQClC1GFRUG4K5qNFNtc0brXK7og8HV__OyNvg/www.canissapiens.pl